28thListopad

Foto/relacja z wyprawy Trzy Przełęcze 06-26.10.2012

Witamy serdecznie,

Po powrocie z wyprawy Trzy Przełęcze Khumbu w dniach 06-26.10.2012, której byłem prowadzącym(aka „kierownikiem), nie było czasu umieścić z niej obszernej relacji. Wyprawa była organizowana przez zaprzyjaźnione biuro BT Gaudeamus z Krakowa. Mam nadzieję, że poniższa relacja zachęci Was, natchnie do wyjeżdżania w daleki zakątki świata, nie tylko góry, czy to samodzielnie, czy właśnie z nami, czy z naszymi przyjaciółmi z BT Gaudeamus. Miłej lektury. Link do fotorelacji znajduje się na dole strony.

Wyprawa Trzy Przełęcze Khumbu 06.10.2012 – 26.10.2012

Co to była za wyprawa! Trudno będzie ją ująć w tej krótkiej relacji. Jak myślę o niej przychodzi mi na myśl najczęstsze pytanie zawsze naszych znajomych, jak wracamy z jakiejś podróży ”jak było?”. Często odpowiadamy „fajnie”. Określamy tak, wtedy gdy było tak dużo pozytywnych zdarzeń, doświadczeń, że długo by opowiadać, nie wiadomo od czego zacząć, więc kwitujemy tylko stwierdzeniem „fajnie”. Nie skupię się na opisie dzień po dniu co robiliśmy czego doznaliśmy, lecz ludziach i znaczących dla nich podczas wyprawy wydarzeniach. Pomimo, iż piszę to relację prawie po miesiącu od zakończenia wyjazdu, nadal wydaje się jakby to było wczoraj, przeżycia tak samo świeże jak dzień po wyjeździe z Nepalu. Często mnie to zadziwia, iż 10 całkowicie sobie nieznanych, obcych wcześniej ludzi spotyka się na lotnisku, jedzie ze sobą w najwyższe góry na świecie, do życia przez 21 dni w ciężkich, niewygodnych warunkach. 10 całkiem różnych charakterów, osobowości, przyzwyczajeń – a wracają jako serdeczni znajomi, przyjaciele, często nawiązując przyjaźnie na długie lata. Czy to ta miłość do gór ich tak zjednuje? Przewyższa wszystko, wszelkie różnice zdań, poglądy życiowe. Może. Zawsze interesują mnie intencje przyjazdu każdego z uczestników, w te najwyższe góry na świecie. Co nimi kierowało? Chęć sprawdzenia siebie, znalezienia granic wytrzymałości fizycznej, psychicznej? Podziwianie pięknych widoków, podążanie śladami kogoś sławnego, uznanego? Bo osoba obserwująca to z boku może wysnuć takie wnioski: ktoś wyjeżdża w Himalaje, płaci za to ogromne pieniądze, w ciągu 17 dni przechodzi ponad 200km, z czego połowa po wysokościach ponad 5000mnpm. Meczy się fizycznie niesamowicie. Podróżuje za takie pieniądze w bardzo ciężkich warunkach – zimno(do -20*C), wieje, nie ma przeważnie ciepłego prysznica, jedzenie staje się monotonne, reżim dnia trekingowego zaczyna negatywnie wpływać na morale osoby. I to wszystko po to żeby oglądać ładne widoki gór? Tatry też są ładne i nie trzeba aż tak się męczyć i pakować w wyjazd tyle oszczędności? Lecz jednak Himalaje przyciągają. Każdy ma swój powód przyjazdu, i każdy powód jest odpowiedni. Nie ma lepszych, gorszych.

Patrząc przez pryzmat swoich doświadczeń z wyjazdami z grupami, to ludzie budują świadomość udanej, bądź nie wyprawy. Oczywiście widoki też zostają w pamięci, ale najważniejszą  kwestią, która zapada w nas głęboko w środku są wspomnienia wydarzeń związanych z współtowarzyszami grupy. Tak jak głosi powiedzenie „The best people you meet, you meet on the road”. Może to przypadek albo nie, generalizowanie, ale się sprawdza. Często najlepszych, bardzo ciekawych ludzi jakich w życiu spotykamy, spotykamy właśnie w podróży. Co najbardziej lubię w górach? To, że uczą pokory. Uważam, że grupa miała dużo szacunku do gór, pokory do nich, ale wyciągnęli z tych 17 dni w Himalajach jeszcze więcej tej wartościowej cechy, która jest bardzo cenioną nie tylko w górach. Doświadczane emocje zmieniały się tam jak w kalejdoskopie – jak skondensowane w 17 dniach kilka miesięcy życia. Była oczywiście radość – przy osiąganiu kolejnych celów programu; był strach – kiedy to samolot z Kathmandu do Lukli, doznał awarii silnika tuż przed startem, był smutek – kiedy dowiedzieliśmy się o śmierci nepalskiego członka ekipy polskiej wyprawy na Lhotse, było zwątpienie i motywacja podczas trudnych podejść pod przełęcze i wsparcie psychiczne i nie tylko pozostałych członków zespołu. Ostatnio w oglądanym filmie „Wszystko za Everest” usłyszałem słowa jednego ze wspinaczy, członków zespołu, wychodzącego o 12 w nocy na atak szczytowy z Przełęczy Południowej 7900mnpm na wierzchołek Everestu „Jesteśmy grupą ale każdy jest sam, tutaj każdy myśli o stawianiu nogi przed nogą, a nie jak idzie innemu uczestnikowi”. Wiem, inne realia 5000mnpm, a 8000mnpm to kolosalna różnica. Lecz odczułem, że ta grupa to nie indywidualności, to osoby które potrafią współpracować i jeden drugiego dla swojego indywidualnego celu by nie zostawił, a pomógł, zmotywował.

Szczęściem dla prowadzącego jest możliwość zrealizowania marzeń z jakimi przyjeżdżają uczestnicy na taką wyprawę. Widok szczęśliwych uczestników na okolicznych szczytach, przełęczach, w momentach kiedy spełnili swoje pragnienie jest jeszcze większym szczęściem dla kierownika wyprawy. Z czym mi się kojarzą Himalaje? Każde miejsce z czymś innym, a raczej z kimś innym, bo to właśnie wszyscy Ci ludzie, których miałem okazję poznać, uczestnicy, lokalni, inni turyści budują historię danego miejsca, szlaku. Idąc ponownie tym szlakiem to jak retrospekcja, ale także bycie otwartym na nowe budowanie doświadczeń. Pewnie tak samo mają uczestnicy, spoglądając teraz na zdjęcia nawet widoków nie ludzi, przypominają sobie, poszczególne sytuacyjne wydarzenia, które wywarły na nich pozytywne wrażenie. Bo te sytuacje już się nie powtórzą, a góry będą tam stały w takiej samej formie jeszcze długo. Dlatego też prowadzenie takiej grupy nie jest nudne.Bo Ci ludzie sprawiają, pomimo faktu bycia tam kolejny raz wraca się bogatszym o nowe doświadczenia, nauki, znajomości.

Taka podróż w Himalaje to nie jest wyjazd wypoczynkowy, ani zwiedzanie zabytków. Jest to jak choroba. Zagnieżdża się głęboko w nas, wywiera znaczący wpływ na nasze postępowanie, podejście do życia. Z choroby do gór, tych najwyższych ciężko się wyleczyć, jeżeli w ogóle się da. Doświadczając namacalnie choć namiastki sposobu życia lokalnych ludzi, słuchając ich historii, nawet tylko obserwując, często wywraca się do góry nogami cały system wartości. Rzeczy ważne przestają mieć już tak wielkie znaczenie. Zaczyna się doceniać bardzo prozaiczne fakty, które do tej pory były przez Nas uznane za oczywiste bo są, bo tak być należy. Ale także spotykam się z tym, iż taka rewolucja systemu moralnego jest chwilowa, liczę na to i życzę każdemu wytrwałości w tym, żeby tak pozostało na zawsze. Może chociaż oglądanie zdjęć, wzbudzanie do wspomnień pomoże w utrwalaniu tych wartości. Wartości szacunku dla ludzi wykonujących ciężkie prace jak tragarze w Himalajach, nie litości dla nich ale szacunku, a nawet podziwu. Bez nich, żadna wyprawa, ekspedycja nie miała by racji bytu. Docenienia tego co się ma, porównując jak mało mają, a jak potrafią się z tego cieszyć tamtejsi ludzie. Jak niewiele nam do szczęścia potrzeba. Jak gubimy się w tym wyścigu szczurów. Współpracy, pomocy – jak obcy sobie ludzie, tragarze, jeden drugiemu słabszemu pomaga, choremu. Także naszej pogoni za posiadaniem wszystkiego materialnego. A co z wartościami właśnie, które mogą nas góry nauczyć? Czy nie są bardziej pożądane? Rodzina, zdrowie, każdy dzień codzienny. Czy szerpa wysokogórski z ekipy polskiej ekspedycji na Lhotse spodziewał się tego? Iż jego rodzina zostanie bez niego, sama. Doceniajmy to co mamy i cieszmy się z tego.

Coraz więcej w Himalajach spotykamy amatorów wędrówek  górskich. Coraz więcej z nich nacechowanych jest brakiem wyobraźni, odpowiedzialności, wiedzy o górach,powodując zagrożenie dla siebie i najbliższego otoczenia. Mogę śmiało powiedzieć, iż ta grupa była bardzo odpowiedzialna. Posiadała cechy w górach potrzebne i jeszcze bardziej je wzmocniła. Miała pokorę do otoczenia oraz do wydarzeń im towarzyszących. Jak było trzeba uczestnicy potrafili powiedzieć stop. Oceniali racjonalnie swoje możliwości. Nie zapadli na popularną chorobę w Himalajach „ja muszę”. Raczej podchodzili do wszystkiego „jak pogoda, siły, zdrowie pozwoli to się uda, jak nie to nie było mi dane”. Najmłodsza wiekowo grupa jaką miałem okazję prowadzić, a jedna z najmądrzejszych życiowo grup”. Dziękuję za wspólną wyprawę wszystkim uczestnikom razem, jak i każdemu z osobna. Monia – „Red” – opiekuńczość i troska Twoja nie ma granic. Maja, Jaga – jesteście bardzo wytrwałe, ogromne rezerwy. Dagmara – dowiodłaś bardzo wielkiej mobilizacji i hartu. Aga, Bożena – wspólne śpiewanie i Sams Bar – bezcenne, Kasia, Mirek – machiny do zdobywania gór – niestrudzeni. Grześ, Tadek – Ruslan, Khurkuri Rum z Wami to czysta przyjemność, a nie wyrypa. Dzięki jeszcze raz za wspólną wyprawę oraz do zobaczenia 1 grudnia 2012.

FOTORELACJA Z WYPRAWY TRZY PRZEŁĘCZE KHUMBU PAŹDZIERNIK 2012

Pozdrawiam,

Marcin Niedziółka

Backpackers Club

.