17thStyczeń

Pico da Neblina – Warto było!

Relacja Naszego Brazylijskiego przewodnika Mathiasa z wejścia na Pico da Neblina (tłumaczenie własne).
neblina

W 2010 roku Brazylia obchodziła obchody 510 rocznicy odkrycia Brazylii. Miało to miejsce w kwietniu. Kwiecień jest jednym z deszczowych miesięcy w tym regionie, więc i pojawiały się trudności. Deszczu i błota nie brakowało na naszej drodze. Co z drugiej strony było zaletą, bo ciepło i ilość komarów byłaby nie do zniesienia. W porze suchej, kiedy to jest mniej deszczu, od września do stycznia, a słońce pojawia się często, skwar oraz wszechobecne komary dostarczają prawdziwych tortur.

Przygoda z Pico da Neblina jest jedyna w swoim rodzaju ale przypomina trochę wspinaczki na Marumbi, Pico Parana lub nawet Pico das Agulhas Negras w deszczowe dni. Najprzyjemniejsze w tym odległym rejonie Brazylii jest kontakt z bardzo bujnymi lasami deszczowymi Amazonii, z Indianami oraz całkowicie innymi Brazylijczykami, którzy tutaj mieszkają.
W Sao Gabriel da Cachoeira, po locie ponad 900km od Manaus, na równinie, która wydaje się nie mieć końca pojawiają się góry Imeri w niedalekiej odległości. Widok zapiera dech w piersiach, a niedługo będziemy widzieli z bliska te olbrzymy wyrastające z tropikalnego lasu. Następnym krokiem wyprawy jest dotarcie do ujścia rzeki Tucano, około 305 km od Sao Gabriel, trwa to przeważnie 2 lub 3 dni. Najpierw należy przejechać 85 km błotnistą drogą do potoku la Mirim. Zajmuje to około 3-4 godzin od Sao Gabriel. Następnie rozpoczyna się podróż przez rzeki, jest to jedna z najbardziej malowniczych punktów całej wycieczki. Poprzez rzeki la Mirim, la Cauaburi pokonujemy kolejne kilometry. Siedzimy w tej motorówce cały dzień. Deszcz może padać na głowę cały dzień, ale pierwsze widoki na Pico da Neblina nam wynagradzają ten trud.

Czasem udaje się odwiedzić wioskę Indian Yanomami, gdzie można być świadkiem ceremonii „Parica”, która jest zarezerwowana tylko dla mężczyzn. Gdzie Indianie poddają się pod wpływ różnych halucynogenów, tańczą, śpiewają. W ciągu nocy spada ogromna ilość deszczu. To było ostrzeżenie, że nadchodzące dni będą mokre… bardzo mokre. O 5 rano wszyscy już wstali, na szczęście deszcz przestał padać, więc udaliśmy się z powrotem do naszych łodzi. Wkrótce porzucamy wody Cauaburi i wpływamy do Igarape Tucano. Powoli docieramy do naszego punktu startu. To jest początek naszego „spaceru”. Jesteśmy na 130 mnpm. Ważne jest aby zrozumieć jedno, gdyby nie padało i nie było tak gorąco, spacer na wysokości 2000 m byłby spokojny i łatwy, bo stok jest nachylony łagodnie, akcentując trochę pod górę na końcu. Potem jest bagnisty teren w okolicach 2300mnpm, i strome podejście na sam szczyt.

Wkrótce po opuszczeniu łodzi stajemy na stałym gruncie. Lecz ten teren także należy do podmokłych. Obszar został czasowo zalany z powodu podnoszącego się poziomu rzek. Wiele terenów nizinnych wokół rzeki Tucano zostało zalanych, co bardzo utrudniało przeprawę. Przekraczamy te zalane tereny bo oberwanych pniach drzew brodząc w wodzie często po same ramiona. Lecz powoli pozostawiamy teren zalany za sobą i zaczynamy lekko ale stopniowo zdobywać wysokość.
Docieramy do obozu na 400mnpm. To miejsce jest polaną campingową, przygotowaną przez poszukiwaczy złota, ze strukturami bali pokrytych folią z tworzywa sztucznego. Całość otoczona jest moskitierą.  Zaleta tego jest ogromna, jest cyrkulacja powietrza, nie ma takiego skwaru jak w namiocie…ale za to jesteśmy łatwo dostępni dla drapieżników.

Następnego ranka wstajemy o 5 rano, bo chcemy dotrzeć na wzgórze Sierra Tucano. Poranek był słoneczny co dało nam motywację, żeby jak najszybciej dotrzeć do następnego miejsca biwakowego na wysokości 900 metrów. Wykąpaliśmy się w rzece po drodze i kontynuowaliśmy wspinaczkę. Po południu deszcz powrócił z całą swoją intensywnością. Bardzo obfity deszcz, ulewa bez końca.
na wysokości około 2000 mnpm krajobraz staje się zdominowany przez mniejsze drzewa i roślinność bromeliowatą, pojawiają się bagna, w których toniemy powyżej kostek. Jest to początek „Ice Bowl” szerokiej depresji, która rozwija się, aż do wysokości 2300mnpm. Wygląda jak gigantyczny amfiteatr otoczony górami. W przeszłości ponad 1000 górników próbowało szczęścia w tym miejscu, poszukując złota. Dziś jest ich zaledwie ponad 20.

Znajdujemy się w Garimpo Tucano na wysokości około 2100mnpm. Gdzie będzie to nasz ostatni obóz przed atakiem na szczy Pico da Neblina. Deszcz pada całą noc.
Rano pogoda dała nam trochę wytchnienia. Chmury się rozeszły, dało się ujrzeć cel, który dał sens dla całej naszej przygody. Lecz zaraz ponownie został spowity mgłą. Zaczęło później ponownie padać mocniej i mocniej. Musieliśmy mieć cierpliwość. Ścieżka była jak grzęzawisko. Woda spadała w dół w postaci malutkich strumyków, bądź małych wodospadów. I tak przemoczeni do suchej nitki widzimy, że brazylijska flaga łopocze na szczycie najwyższej góry Brazylii. Byliśmy na szczycie Pico da Neblina 2994mnpm. Czas nie pozwala na uroczystości. Wieje silny wiatr i bardzo szybko się wychładzamy. Stawiamy namioty tuż poniżej szczytu, mając nadzieję, że deszcz przestanie padać i chmury pozwolą nam kontemplować krajobraz Amazonii. W okolicach godzin 17 chmury rozeszły się i słońce dotarło do naszego obozu. Co za wspaniały widok, góry i więcej gór ze wszystkich stron, a wśród nich zielone pola lasu tropikalnego Amazonii.

Na drugi dzień wyruszamy jeszcze na Pico 31 Marca usytuowany obok Pico da Neblina. Kiedy tam docieramy ponownie zaczyna padać. Wracamy po nasze namioty i zaczynamy schodzić wśród małych wodospadów oraz poprzez grzęzawiska. Ale warto było!

 

Pozdrawiam,

Marcin Niedziółka

Backpackers Club

.