займ на карту срочно с плохой кредитной историей
20thCzerwiec

Podsumowanie wyprawy Grenlandia 2018

Cześć,

Wczoraj wróciliśmy z Grenlandii. Co to była za wyprawa. Śnieg, bagna, rwące rzeki i całkowite odizolowanie – to był niezły survival.

Przygoda niesamowita. Były chwile rozpaczy(prawie płaczu) ale i też chwile (nawet długie) – szczęścia (największego jak dotarliśmy do Kangerlussuaq).

Najpierw lot Polska – Kopenhaga, gdzie część grupy po wylądowaniu po północy, miała oczekiwanie do 9 rano, startu lotu Kopenhaga – Kangerlussuaq. Oczekiwanie minęło na wspólnej integracji nocą na lotnisku, dzięki zapasom zakupionym w strefie bezcłowej na Balicach.
Lot na Grenlandię minął bezproblemowo, po czym 2.5 godziny czasu przesiadki i małym samolotem Dash 8 udaliśmy się w dalszą 30 minutową podróż do Sisimiut.
W tym drugim największym miasteczku na Grenlandii udaliśmy się do naszych kwater porozrzucanych po całym mieście (czyli max 10 min pieszo jeden domek od drugiego). Tego też dnia nastąpiły ostatnie zakupy, uzupełnienie zapasów, ostatni ciepły prysznic przez następne 8 nocy oraz ostatnia degustacja wina/whiskey (jak się później okazało nie ostatnia) .
Przyszedł czas na rozpoczęcie trekkingu, z plecakami pełnymi liofilizatów, smakołyków, gazu oraz innego potrzebnego (i nie potrzebnego) sprzętu ruszyliśmy przed siebie.
Jak się okazało pierwszy dzień był sprawdzianem, którego w żadnym wypadku nie chcieliśmy powtarzać. Po dojściu do pierwszej chatki, jakby ktoś nam powiedział, że mamy wrócić do Sisimiut, żadne z nas nie poszłoby ponownie tego jednego dnia – każdy z nas zdecydowałby się na marsz 7 dni do Kangerlussuaq zamiast tego jednego do Sisimiut.
Dzień, który w normalnych warunkach zajmuje około 7-8 godzin nam zajął około 15 godzin. Jak rozpoczęliśmy trekking 08:15 rano, na miejscu ostatni z nas zameldowali się około północy. Na szczęście zarówno super pogoda(bezchmurne niebo) i dzień polarny(było ciągle jasno) pozwalały nam na kontynuowanie marszu o tak późnych godzinach.
Ilość śniegu jaką napotkaliśmy tego dnia przekraczała nasze najśmielsze oczekiwania. Wiedzieliśmy, że w tym roku wyjątkowo późno spadł śnieg i bardzo długo się utrzymywał (i nawet w czerwcu przed naszym przyjazdem padał) – ale tak kopnego śniegu i w takiej ilości się nie spodziewaliśmy. Śnieg, który często ukrywał pod nim płynące praktycznie w każdym wgłębieniu/rynnie na Grenlandii strumienie/rzeczki, powodował, że zapadaliśmy się w nim po uda, a czasem po pas, a nawet jak pokazał przykład Kuby, po pachy(i jeszcze nie dotykał stopami końca zagłębienia).
Podczas tego dnia każdy z nas miał chwile zwątpienia, wątpliwości czy damy radę przejść tą trasę, a każdy nowy kilometr, zamiast odsłaniać nowe tereny bezśnieżnej czerwcowej Grenlandii, ukazywał nam coraz większe połacie śniegu. Dzięki pracy grupowej i ogromnej sile uczestników, którzy pomagali w torowaniu drogi w kopnym śniegu (niosąc przy tym najcięższe plecaki) – udało nam się zakończyć ten dzień i dotrzeć do pierwszej chatki okropnie wykończeni.
A przed nami jeszcze minimum 7 dni trekkingu i teoretycznie najcięższe dni (kolejne dwa) właśnie przed nami.
Jak się okazało nasze przejście odcinka Sisimiut – Kangerluarsuq Tulleq (pierwsza chatka) może być jeszcze po dziś dzień jedynym udanym dotychczasowym przejściem tego odcinka w tym sezonie letnim. Napotkana naszego trzeciego dnia Niemka, jak się dowiedzieliśmy wzywała na pomoc skutery śnieżne z Sisimiut, żeby ją przewiozły, bo utknęła na tym ogromnym polu śnieżnym jakieś 7 km przed Sisimiut (idąc od strony Kangerlussuaq).
W kolejny dzień nadal towarzyszył nam śnieg, lecz to nie on był „gwiazdą” tego dnia, lecz 3 rzeki, które mieliśmy do przekroczenia. Które o tej porze roku mają bardzo wysoki poziom, szybki nurt i wymagają nie lada zręczności, równowagi, wytrzymałości(na zimną wodę) i siły, żeby je przekroczyć. Ten dzień zajął nam 10-11 godzin.
W kolejny dzień czekało nas podejście na przełęcz, gdzie będąc bogatszym o doświadczenie pierwszego dnia wiedzieliśmy, że tego dnia także na podobnych wysokościach możemy spodziewać się śniegu. I tak też się stało, ponownie duże pola kopnego śniegu ukazały się naszym oczom, lecz dużą część z nich udało się ominąć idąc stromo nachylonym zboczem powyżej ich.
Następne dni nie były prostsze lecz czym bliżej do Kangerlussuaq i końca naszego treku, tym śnieg coraz rzadziej nam towarzyszył – nie zmieniając faktu, że przez tak duże ilości śniegu i jego późne topnienie – większość trasy były jednym wielkim „bagnem”. Kilka par butów trekkingowych zakończyło swój żywot przy śmietniku w hostelu w Kangerlussuaq na końcu treku.

Co do pogody to pomimo tych przeciwności losu w postaci śniegu, wilgotności terenu, wysokiego poziomu rzek to pogoda mieliśmy rewelacyjną. Słońce, czasami trochę chmur które dodawały uroku zdjęciom. Jednego dnia, kiedy mieliśmy najkrótszy przemarsz 3.5-4.5 godzinny zdarzyła nam się mżawka.

Podczas całego 8 dniowego trekkingu pokonaliśmy około 160 km. Najbardziej przydatny ekwipunek to wodoodporne skarpety! Najbardziej pożądany przedmiot whiskey/wino/cola – w dowolnej kolejności.

Na trasie Arctic Circle Trail od 09.06 do 16.06.2018 (8 dni) spotkaliśmy tylko 4 turystów : 1 Niemkę, 1 Irlandczyka (niesamowity człowiek będzie na Grenlandii od 04.06 do 15.08.2018 i ma zamiar chodzić trasę Arctic Circle Trail 4 razy w tą i z powrotem) oraz dwójkę Belgów.

Ostatniego dnia przed wylotem udaliśmy się jeszcze w ponad 6 km trekking po Lądolodzie Grenlandzkim. Ogromny szacunek dla tych co podejmują się wyzwania przejścia wszerz Grenlandii.

Wyprawa zakończona szczęśliwie. Satysfakcja jest ogromna ukończenia tej trasy i to jeszcze w takich warunkach. Wielkie gratulacje dla grupy za udaną walkę! Pomimo odcisków, obtarć, siniaków, problemów ze stawami, plecami – udało nam się choć początek mógłby tego nie sugerować.

Poniżej mała galeria 50 zdjęć autorstwa uczestnika naszej wyprawy Darka:

GALERIA ZDJĘĆ GRENLANDIA ARCTIC CIRCLE TRAIL 2018

Czy będzie kolejna odsłona tej wyprawy w 2019 roku? Możliwe… Choć na pewno nie będzie w ogólnej ofercie na stronie tylko dla stałych bywalców moich wypraw, którzy dadzą radę podjąć się tego wyzwania przejścia tego szlaku.

Pozdrawiam,
Marcin Mentel
Backpackers Club

.