Kolumbia – wdychając Cocuy – Ritacuba Blanco 5410 mnpm

Data: 1 wrzesień 2017 – 17 wrzesień 2017
Cena: 23oo USD + bilet lotniczy (około 3000PLN)
Czas trwania wyprawy 17 dni
Liczba minimalna uczestników: 4
Liczba maksymalna uczestników: 7
Termin zapisów: do 1 sierpnia 2017
Trudność: Wymagająca fizycznie.
Rodzaj aktywności: Trekking, wspinaczka.
Zakwaterowanie: Hotel, Hostel + schroniska
Galeria: wkrótce

Kiedy jesteśmy na wejście w Bogocie nagabywani czy chcemy kupić kokainę, jest łatwo zakładać, iż reputacja Kolumbii jaki państwa, kryjówki baronów narkotykowych oraz porywaczy jest całkowicie zasłużona. Ale od kiedy prezydent Alvaro Uribe przejął władzę w 2002 roku i wdrożył politykę zero tolerancji dla narkotyków, Kolumbia stała się bezpieczna i otworzyła swoje drzwi dla turystyki. Przyjeżdżamy tutaj aby przejść trek Dookoła Cocuy oraz wspinać się w górach Sierra Nevada de Cocuy na jeden z najwyższych szczytów dostępnych do wspinaczki w Kolumbii – Ritacuba Blanco(5410 mnpm). Teren, który wcześniej był bazą dla partyzantów, którzy widząc alpinistę, w szczególności zachodniego, traktowali go jako łatwy zarobek, obrabowując go. Ale to historia. Co teraz tam znajdziemy? Znajdziemy tam zielona i przyjazne tereny górskie, jeziora, lodowce. Ziemie porośnięte dziwnymi roślinami oraz mieszkającymi tam bardzo przyjaznymi ludźmi. Wejście na Ritacuba Blanco jest porównywalne z wejściem na Cotopaxi w Ekwadorze, lecz w sumie całość tej wyprawy jest bardziej fizycznie wymagająca niż ekwadorskie wulkany, i przebiega przez bardziej odludne tereny. Najpierw udajemy się do jednego z najpiękniejszych miasteczek w Kolumbii – El Cocuy. Po czym wybieramy się w trekking na jeden z najbardziej klasycznych, bardzo rzadko uczęszczanych tras, trekking Dookoła Cocuy. Prawie tygodniowe przejście gdzie najwyżej wchodzimy na wysokość 4850 mnpm, nigdy nie śpiąc poniżej 3850 mnpm. Jest to nasz proces bardzo dobrej aklimatyzacji do ataku szczytowego. Całość wyprawy zakończymy relaksem w dwóch kolonialnych bardzo spokojnych miasteczkach Villa de Leyva oraz Zipaquira. Kolumbia przyciąga i po wylocie z tego kraju kontrastów i pełnego stereotypów, zapewniamy, iż będziecie chcieli jeszcze tutaj wrócić.

Plan ramowy:

Dzień 1 – Wylot z Polski, przylot do Bogoty – Kolumbia.
Dzień 2 – Zwiedzanie Bogoty
Dzień 3 – Transport do miasteczka El Cocuy(2850 mnpm)
Dzień 4 – Wyjście aklimatyzacyjne na 3850 mnpm
Dzień 5 – Transfer do Kanawara Huts 3990 mnpm
Dzień 6 – Wyjście aklimatyzacyjne na 4350 mnpm
Dzień 7 – Trek do Laguna Grande de los Verdes(4050 mnpm)
Dzień 8 – Trek do Laguna de la Avellanal(4500 mnpm)
Dzień 9 – Trek do Laguna del Panuelo(4350 mnpm)
Dzień 10 – Trek do Laguna de la Plaza(4400 mnpm)
Dzień 11 – Przełęcz Bellavista(4850 mnpm) trek do La Esperanza(3600 mnpm)
Dzień 12 – Trek do Ritacuba Blanco High Camp(4600 mnpm)
Dzień 13 – atak szczytowy Ritacuba Blanco(5410 mnpm)
Dzień 14 – Transfer do Villa de Leyva
Dzień 15 – Transfer do Zipaquira
Dzień 16 – Bogota, wylot do Polski.
Dzień 17 – przylot do Polski

Plan szczegółowy:

Dzień 1
Wylot z Polski. Transfer przez jedno z lotnisk europejskich i przylot do Kolumbii w godzinach popołudniowych wieczornych. Po wylądowaniu na lotnisku w Bogocie, zostajemy przetransportowani autami do naszego hostelu w Bogocie. Nocleg w hostelu w pokojach 2-3 osobowych. Kolację zjadamy w jednej z lokalnych knajpek w okolicy. Idziemy wąskimi uliczkami wzdłuż których gromadzą się małe bary, restauracje. Wieczorami takie miejsca są bardzo często przepełniane ludźmi. Posiłki zapewnione: kolacja.

Dzień 2 Zwiedzanie Bogoty
Od kiedy prezydent Alvaro Uribe przejął władzę w Kolumbii w 2002 roku i rozpoczął swoją politykę, zero tolerancji dla baronów narkotykowych, kraj, a przynajmniej jego zdecydowana większość stała się bezpieczna ponownie. Wiele terenów otworzyło się dla turystów, którzy teraz coraz częściej tutaj przyjeżdżają. Przyjechaliśmy do Kolumbii aby poznać m.in. góry Sierra Nevada del Cocuy, tereny jezior górskich, lodowców, miejsca które dawniej były twierdzami partyzantów walczących z rządem. Od kiedy armia wkroczyła tu na początku XX wieku i przegoniła partyzantów na nizinne, bagienne tereny na wschodzie, turyści mogą spokojnie zwiedzać tą część Kolumbii. Możemy wspinać się na Ritacuba Blanco, jeden z najwyższych szczytów Kolumbii(bo najwyższe Pico Cristobal Colon – są niedostępne dla turystów), ponieważ droga wejścia na szczyt nie przebiega przez tereny tubylców, Indian, którzy to uzyskali lokalną autonomię od rządu. Także szczyt Pico Bolivar, który podobnie jak Pico Cristonal Colon jest najwyższym w Kolumbii jest zamkniętym dla wspinaczki m.in. z powodu iż ziemię dookoła niego są własnością lokalnych Indian, którzy uznają tą górę za świętą i nie chcą aby ktoś na nią wchodził. Liczmy, iż te dwa najwyższe szczyty Kolumbii zostaną niedługo otwarte dla ruchu turystycznego. Dzisiejszego dnia idziemy na spacer po historycznym centrum miasta, odwiedzamy parlament, pałac prezydencki. Po lunchu w restauracji na mieście udajemy się w kierunku gondoli, która zabierze nas na lokalny szczyt Monserrate, skąd rozpościera się piękny widok na Bogotę. Po czym w drodze powrotnej jak nam starczy czasu, albo jak będzie zła pogoda na wzgórzu to odwiedzimy jeszcze Muzeum złota. Zjadamy kolację w lokalnej knajpce niedaleko hostelu. Nocleg w hostelu w pokojach 2-3 osobowych. Posiłki zapewnione: obiad, kolacja.

Dzień 3 El Cocuy, Sierra Nevada del Cocuy, Kolumbia
Cała grupa z samego rana przygotowuje się do długiej podróży, która zajmie nam większość dnia, na północ do Sierra Nevada del Cocuy. Jadzie z nami kolumbijski przewodnik, który będzie Nas wspomagał na tej trasie. Poza nim oczywiście jest z nami cały czas lider grupy z Polski, który dopilnowuje, iż wszystko przebiega tak jak miało być. Podróż samochodem na północ może dostarczyć wrażeń. Podróż na północ przebiega przez grunty rolne tak zielona jak Anglia, pokryte bujną, delikatną trawą, prawie jak u nas. Tylko tutaj te wszystkie wzgórza są zdecydowanie wyższe, i od czasu do czasu ziemia ukazuje nam głęboki wąwóz, tuż nad krawędzią drogi, przypominający nam, iż Bogota znajduje się na wysokości 2600 mnpm. Po kilku godzinach jazdy autem i przerwy na lunch , droga wzbija się na przełęcz na wysokości 3300 mnpm , po czym nagle opada w dół do głębokiej doliny. Zjeżdżamy w dół, aż do wysokości 1400 mnpm, do bardziej jałowego terenu, żeby znów zacząć podjazd pod górę na drugą stronę doliny. Przejeżdżamy przez niezliczoną ilość małych wiosek, które mają charakterystyczny rynek miejski ze strzelistym kościołem znajdującym się na nim. Prawie w każdym miasteczku, które mijamy, ten rynek jest centrum aktywności wioski, i zawsze ma tam miejsce jakiegoś rodzaju event, gdzie większość populacji miasteczka jest widownią. Droga powoli staję się coraz cięższa, jadąc zygzakami w górę i dół dolin, objeżdżamy niektóre wzniesienia, a przez inne grzbiety przejeżdżamy. Około 6 wieczorem powoli robi się ciemno, ale my możemy nadal być w drodze. W końcu około 8 wieczorem docieramy do miasteczka El Cocuy. Kwaterujemy się w bardzo prostym hotelu, blisko rynku miejskiego. Jesteśmy zmęczeni. Podróż autem może nam zająć tyle co lotu z Polski do Kolumbii. Ale już jesteśmy w górach i patrzymy w przód na nasze kolejne trekkingowe i wspinaczkowe dni. Kolacje w knajpce niedaleko hotelu. Nocleg w pokojach dwuosobowych. Posiłki zapewnione: lunch, kolacja.

Dzień 4 Guican, Sierra Nevada del Docuy, Kolumbia
Wyjście aklimatyzacyjne
Tutaj życie zaczyna się zdecydowanie wcześniej, bardzo rano. Niczym nowym i dziwnym nie jest głośno grająca muzyka z ulicy około 6-7 rano. Dlatego warto zaopatrzyć się w zatyczki do uszu. Zjadamy śniadanie w naszym hotelu po pobudce około 7 rano i wyruszamy. Po śniadaniu jedziemy jakieś 30 minut, objeżdżając dookoła gęsto porośnięte wzgórza, drogą do miasteczka Guican, usytuowanego dosłownie na grzbiecie Sierra Nevada del Cocuy. Większość dnia spędzamy an aklimatyzacyjnych spacerach np. do małej kaplicy na wzgórzu około 800 metrów nad miastem. Pierwsza część podejścia biegnie czarnym, błotnistym szlakiem, pomiędzy polami uprawnymi, otoczonymi ogrodzeniami i wiszącymi drzewami nad naszymi głowami – które zasłaniają na razie cały krajobraz dookoła nas. Po około 500 metrach podejścia, wydostajemy się z okolicy pól i drzew na bardziej otwartą przestrzeń. Najbardziej charakterystyczną rośliną na tej wysokości jest „frailejones. One składają się pęku ciernistych, zielonych liści, które na tej wysokości dają się tylko znaleźć tuż przy samej ziemi,lecz pień drzewa ciągnie się aż do około 3 metrów nad ziemią. Przypominają trochę także rodzaj drzew występujący w wyżynnych partiach Wschodniej Afryki w rejonach Mount Kenia oraz Kilimandżaro. Zatrzymujemy się na lunch na trawiastej przełęczy. Kapliczka znajduje się ponad nami na końcu łagodnego grzbietu. Zajmie około dodatkowej godziny dotarcie tam po błotnistym szlaku, biegnącym zygzakiem przez las. Możemy śledzić nasz progres patrząc na numery stacji drogi krzyżowej kapliczek mijanych pod drodze naszej 800 metrowej wspinaczki. Nasza ostatnia część podejścia biegnie wzdłuż grani, gdzie mamy widok na region Cocuy, gdzie spędzimy większość czasu w następnych prawie dwóch tygodniach. Daleko na południu możemy ujrzeć lodowiec, opadający łagodnie w kierunku dziwnej skalnej wieży znanej jako „Pulpito del Diablo”(tłumaczenie własne: Ambona Diabła). Na tych wysokościach pogoda może płatać figle, dlatego szczyty gór sierra mogą być zakryte w chmurach albo we mgle. Wnętrze ostatniej kapliczki jest jasne i przestronne,z figurą Jezusa na ścianie. Po dłuższej chwili odpoczynku schodzimy z powrotem w dół. Szlak może być śliski i błotnisty jeśli padał deszcz niedawno. Tutaj pogoda może się zmieniać w przeciągu kilku minut. Te tereny mają za sobą bardzo smutną historię. Od 1970 roku były kontrolowane przez partyzantów, którzy rządzili przez następne 20 lat tyrańskimi rządami w lokalnych miasteczkach. Rodziny były zobligowane oddawać swoich synów, do sił partyzantów, a Ci którzy się sprzeciwili byli egzekwowani. Wracamy do naszego transportu u dołu wzgórza po czym udajemy się w 30 min powrotną podróż do naszego hotelu w El Cocuy. Wieczora tego dnia przepakowujemy się. Zabieramy tylko potrzebne rzeczy na nasz trek i wspinaczkę, a resztę zostawiamy w hotelowym depozycie. Nocleg w pokojach 2 osobowych. Posiłki zapewnione: kolacja.

Dzień 5 Kanawara Huts, Sierra Nevada del Cocuy, Kolumbia
Po dwóch długich dniach, dziś mamy bardziej relaksujący dzień. Przychodzimy na śniadanie już ze spakowanymi plecakami około 7 rano. Opuszczamy nasz hotel w El Cocuy około 10 rano, i jedziemy ponownie około 30 minut do Guican. Mamy jeszcze przed sobą kolejne godziny podjazdy do wysokich terenów paramo, charakterystycznych dla terenów wyżynnych w północnych Andach. Te wysoko położone pola trawy, rozciągają się od Ekwadoru, aż do Wenezueli, oraz przesmykiem do Ameryki Środkowej, do samej Gwatemali. Wkrótce podczas drogi zobaczymy lodowce, wysoko ponad nami, blisko horyzontu. Jak różnorodność wegetacji się zmniejsza, my wzbijamy się coraz wyżej, ponad polami uprawnymi, wjeżdżając do paramo. Docieramy do naszego obozowiska Kanawara Huts około godziny 12.00. Tutaj rozbijamy namioty na trawiastej półce, z widokami na koniec doliny. Łagodny kamienisty stok, przechodzi w serię skalnych schodów, a powyżej tego jest wielki, płaski lodowiec, który jest zwieńczony małym trójkątnym szczytem. Wygląda całkiem prosto, lecz oczywiście nie jest tak łatwo jak się wydaje. W naszej okolicy znajduje się 3 budynku, toaleta, oraz kuchnia z rodziną rezydująca tam przygotowującą jedzenie dla trampingowców. Zjadamy tutaj lunch i kolację. Resztę dnia spędzamy na spacerach po okolicy i odpoczynku. Nocleg w namiotach. Posiłki zapewnione: obiad, kolacja.

Dzień 6 Kanawara Huts, Sierra Nevada de Cocuy, Kolumbia
Po śniadaniu w okolicach godziny 9 rano wychodzimy na marsz aklimatyzacyjny, na pobliskie wzgórze w okolicy obozowiska. Kanawara Huts znajdują się na wysokości około 4000 mnpm, więc maszerujemy wolno. Podążamy grzbietem wzgórza pod górę. Po około 2.5 godzinie marszu, zatrzymujemy się w miejscu gdzie szlak wypłaszacza się pośród ogromnych głazów i wysokiej trawy. Tutaj zatrzymujemy się na jakieś 45 minut na odpoczynek i lunch. To jest jedno z takich miejsc, w którym możesz siedzieć godzinami i podziwiać otaczający Cię krajobraz. Na jednej ze stron naszego grzbietu możemy dalej ujrzeć płaski płaskowyż lodowca góry Ritacuba, z jego dwoma szczytami: Negro i Blanco. Dalej na południe możemy dokładnie podziwiać cztery warstwy Sierra Nevada del Cocuy, przy dobrej pogodzie będą dobrze widoczne. Faliste zielona łąki splecione z polami uprawnymi w niższych partiach, pola trawiaste paramo ponad nimi, nasypy skalne, płyty kamienne, opadające w dół na łąki. Które jak się okazuje są dość nowe w tutejszym krajobrazie, gdyż powstały po bardzo szybkim cofaniu się lodowca. Finalnie ponad tym wszystkim płaskowyż lodowców. Paramo widoczne np. w Ekwadorze jest całkiem inne, gdzie występuje na wolno stojących wulkanach. Krajobraz taki jak tutaj jest jedyny w swoim rodzaju. Po czym wracamy tą samą drogą w dół, żeby zdążyć na późny lunch około godziny 14.00. Resztę dnia spędzamy na odpoczynku, rozmowach, czytaniu książki robieniu zdjęć oraz kto chce to pisaniu pamiętnika. Nocleg w namiotach. Posiłki zapewnione: śniadanie, obiad, kolacja.

Dzień 7 Laguna Grande de los Verdes, SIerra Nevada del Cocuy, Kolumbia
Pierwszy dzień naszego treku dookoła Cocuy. Pakujemy się i po śniadaniu wyruszamy. Pogoda jest tutaj nieprzewidywalna, z możliwymi częstymi opadami deszczu, dlatego ważne są dobre nieprzemakalne buty trekkingowe. Rozpoczynamy nasz marsz około 8 rano, porterzy pomagają nam z transportem części rzeczy prywatnych i sprzętu grupowego:namioty, jedzenie, gaz. Ruszamy w kierunku zielonej trawiastej doliny poniżej grani na którą weszliśmy wczoraj, w kierunku przełęczy u czoła doliny. Trawiaste zbocze wznosi się łagodnie w kierunku przełęczy na wysokości 4350 mnpm, do której dochodzimy około 10 rano. Po drugiej stronie porośnięty mchem stok, prowadzi w dół przez las gigantycznych roślin freilejones. Te wielkie rośliny są bardzo suche i łamliwe, byłoby bardzo łatwo złamać jakiekolwiek z nich tylko opierając swoją wagę o nie. Schodzimy w dół około 300 metrów aby dotrzeć do starej drogi, którą podążamy około 30 minut. Idziemy w kierunku naszej drugiej przełęczy tego dnia Boqueron del Carmen, która może być skryta we mgle ponad naszymi głowami. Zabiera nam około 1 godziny aby dotrzeć na kolejną przełęcz. Tutaj na szczycie tej przełęczy teren jest typowo skalny i jałowy. Wybudowano tu także murek z kamienia dla ochrony trekking-owców przed wiatrem. Nie zostajemy tutaj zbyt długo, jeśli pogoda nie jest dobra, i schodzimy w dół stromo przez kolejne 1.5 godziny poprzez trochę bagnisty teren do Laguna Grande de los Verden(„Wielkie Zielone Jezioro”). Wygląda na bardzo przyjemne miejsce z kilkoma prostymi chatami poniżej wysokich klifów. Nasi tragarze są bardzo silni i bardzo możliwe, że będę w obozowisku już przed nami powoli pomagając nam w rozkładaniu namiotów. Lunch i kolację gotujemy sobie sami w swoich namiotach. Nocleg w namiotach. Zapewnione posiłki: śniadanie, lunch, kolacja.

Dzień 8 Laguna del Avellanal, Sierra Nevada del Cocuy, Kolumbia
Pobudka wcześnie rano około 6:30. Jeśli widoki były zasłonięte przez chmury dnia poprzedniego, tego ranka powinna ukazać nam się cała dolina oraz wierzchołki Ritacuba. Takie z ciekawostek regulacji parku to np. iż jest zabronione wykopywanie głębokiego dołu na toaletę dla całej grupy. Ale jest dozwolone wykopanie płytkiego dołka na pojedyncze załatwienie swoich potrzeb. Krajobraz dookoła jest bardzo malowniczy. Trochę poniżej nas trawiaste wrzosowiska kończą się na szerokim jeziorze, około 1 kilometra długim, Laguna Grande de los Verdes, które jest bardziej niebieskie niż zielone. Możemy zobaczyć szlak biegnący pod wzgórze, aż dociera do przełęczy. Nasz poranny spacer zaczyna się od zwiedzania okolic jeziora. Po czym wyruszam na prawidłowy szlak. Zabiera nam około 1.5 godziny aby szlakiem dostać się do przełęczy. Jak podchodzimy coraz wyżej do przełęczy, widok za nami na jezioro oraz wyżynne tereny dookoła otwiera się i ukazuje nam szlak, którym wczoraj podążaliśmy. Przełęcz nazywa się „Alto de los Frailes”(Przełęcz Zakonników) na wysokości 4350 mnpm. Schodzimy z przełęczy w dół doliny około 300 metrów. Dolina ta wydaje się być otoczona górami z każdej strony. Na końcu tej doliny znajduje się Boqueron de la Sierra, nasza kolejna przełęcz na naszej drodze. Wydaje się ona bardzo daleko patrząc na okoliczny krajobraz, który jest zdecydowanie bardziej ponory, mniej zielony, trawiasty w porównaniu do tego co szliśmy nim przez ostatnie dni. Schodzimy w dół ponownie na trawiaste pola paramo, zanim znów wzniesiemy się w górę powyżej linii występowania roślin, wegetacji. Niektórzy te tereny porównują trochę do Yosemite, do Bugaboos w Kanadzie, albo do Cima Grande w Dolomitach. Sceneria ciągle się zmienia z traw paramo na alpejską jak podchodzimy do góry poprzez kamienistą morenę, a potem piarg. Powoli również ukazuje się nam przełęcz Boqueron de la Sierra na wysokości 4650 mnpm. Widoki z niej są niesamowite. Nasze obozowisko znajduje się krótki dystans marszu z przełęczy, tuż pod nami. W zacisznej dolinie. Piękne niebiesko-zielone jezioro, Laguna del Avellanal, leży w centrum tej doliny, otoczone przez góry z każdej strony. Na prawo strome 800 metrowe klify zbocza wschodniej ściany Ritacuba górują ponad jeziorem. Poniżej jeszcze tej zacisznej doliny, teren biegnie w dół do Valle de los Cojines („Dolina Poduszek”), nazwana tak od elastycznych roślin, które malują zielony cień w tej wyjałowionej, brązowej dolinie poniżej nas. Krajobraz kończy się kolejną przełęczą na dalekim końcu doliny Valle de los Cojines. Cała te sceneria stwarza wrażenie, iż te tereny pod nami to jak zakazane, ukryte królestwo. Zajmuje nam około godziny żeby zejść po stromym piargowym zboczu, po czym docieramy do naszej bazy obok jeziora około godziny 4 popołudniu, po długim ale bardzo satysfakcjonującym dniu. Zaczynamy przygotowywać sobie kolację oraz napoje na noc. Rozbijamy namioty i resztę dnia spędzamy na odpoczynku. Nocleg w namiotach. Posiłki zapewnione: śniadanie, kolacja.

Dzień 9 Laguna del Panuelo, Sierra Nevada del Cocuy, Kolumbia
Pobudka wcześnie rano bo około 5:30 żeby zobaczyć wschód słońca nad wschodnią ścianą Ritacubas Blanco & Negro. Nasz obóz znajduje się w dolinie, która biegnie z północy na południe, a obóz znajduje się dokładnie pomiędzy dwoma wierzchołkami Ritacubas. Po śniadaniu około godziny 7 rano, opuszczamy nasze obozowisko, spakowawszy wszystko uprzednio około godziny 8. Idziemy tą jałową doliną, schodząc w dół w kierunku zielonych pól poniżej nas. Na mapie widzimy zaznaczone na żółto teren tej doliny. To jest Valle de los Cojines, bagna które musimy pokonać, aby dotrzeć do dzisiejszej przełęczy. Cojines, które zaczynają życie jako mała zielona roślina, która ulega podziałowi, aż do momentu, gdy pokryje cały teren bagna zielonym dywanem. Dorosłe Cojines są twarde jak skała, więc gdy po nich przechodzimy nad bagnistym terenem, możemy być pewni, iż stojąc na tym usypisku będziemy mieli stabilny grunt pod nogami. Pomiędzy wieloma takim kopcami cojiones znajdują się kanały wody. Bardziej słabe, niedorosłe cojines są bardziej miękkie oraz gąbczaste pod naciskiem stopy i najlepiej je omijać. Mamy około 5 kilometrów do przejścia tego terenu bagnistego zanim dojdziemy do podstawy przełęczy. W końcu przechodzimy część tego bagiennego terenu i kierujemy się na brzeg jego, gdzie już zdecydowanie łatwiejszym szlakiem podążamy dalej w kierunku przełęczy. Zaczynamy nasze podejście pod skalną morenę do przełęczy Boqueron del Castillo. Zaczynamy nasze podejście około 11:30. Mijamy malutkie jezioro nazwane Corner Lake. Po krótkiej przerwie tutaj idziemy dalej do góry a sceneria zaczyna zmieniać się w coraz bardziej suchą, jałową. Zwieńczone lodowcami czerwone klify Ritacubas nadal górują nad horyzontem, i są ciągle widoczne dla naszego oka przez cały dzień. Droga do przełęczy prowadzi po dużych głazach i gładkich, czerwonych płytach skalnych, które jeszcze 20 lat temu były pokryte lodowcem. Naukowcy mierzący szybkość cofania się tutejszego lodowca określili jako: 15-20 metrów na rok! Nie dużo więcej czasu potrzeba, aby te góry pozostały tylko skałami, bez śladu śniegu. Dochodzimy do przełęczy Boqueron del Castillo. Widoki sa piękne ale nie tak zróżnicowane jak z wczorajszej przełęczy Boqueron de la Sierra. Po drugiej stronie przełęczy widzimy skalny, jałowy teren. Nasze obozowisko będzie się znajdować nieopodal kolejnego małego jeziora Laguna del Panuelo(tłumacząc Jezioro Chusteczki”). Zejście z przełęczy może być nie lada wyzwaniem. Schodzimy po wygładzonych płytach skalnych, obłożonych maleńkimi kamykami, co tym bardziej podwyższa ryzyko poślizgnięcia. Docieramy do obozu około godziny 14:30. Zaczynamy rozkładać namioty jako rutynę naszego dnia i czas zacząć gotowanie i przygotowywanie posiłków. Nocleg w namiotach. Posiłki zapewnione: śniadanie, kolacja.

Dzień 10 Laguna de la Plaza, Sierra Nevada del Cocuy, Kolumbia
Dzisiejszego dnia wstajemy rutynowo około godziny 6:30 rano. Rozpoczynamy nasz marsz brzegiem moreny powyżej naszego obozu. Przekraczamy kolejny, krótki odcinek cojines, zanim zaczniemy strome podejście, zygzakowatym szlakiem po piargowym zboczu. Obieramy kierunek na pierwszą przełęcz tego dnia Paso de los Balcones(„Przełęcz Balkonów”). Widoki stają się coraz ciekawsze, różnorodne. Przełęcz znajduje się na szczycie cypla, z niej rozciąga się widok na dolinę, a dalej na tereny nizinne. Na prawo znajduje się kolejny wielki kamień wyrastający tuż nad nami, tym razem jest to wschodnia ściana San Pablin. Spoglądamy na południe na odcinek żyznej, urodzajnej ziemi, wznoszącej się łagodnie pod górę do kolejnej przełęczy. Ale przed tym musimy zejść stromym piargowym zboczem, przetrawersować inny stok, ze dużym spadkiem pod nim. Odpoczywamy na zielonych polach wysokiej trawy, obok pola z ogromnymi głazami, spoglądając na tereny pod nami. Przechodzimy przez las feilejones. Te dziwne rośliny, zwieńczone pękiem liści na górze osiągają nawet 4 metry teraz. Średnia ich wielkość w tym rejonie to około 2 metrów. Ogromne klify kontynuują górować nad nami po naszej prawej stronie, ale jak wznosimy się łagodnie powyżej strefy wegetacji roślin, krajobraz staje się coraz bardziej skalny i jałowy. A widoki po naszej lewej są coraz lepsze. Gładkie, nagie płyty skalne wyrastają do góry jak wysokie szczyty, a jeden z nich jest znany jako Piedra del Diamante(Diamentowy kamień). Widzimy lodowce w okolicy, a raczej ich pozostałości. Pewnie nie będzie już ich tutaj za kolejną dekadę. Docieramy do naszej ostatniej przełęczy około godziny 13.00, bardzo łagodniej, i bardziej wyglądającej jak gniazdo, niż przełęcz. Zaledwie około 10 metrów pod nami znajduje się Laguna del Plaza – jezioro, większe od każdego jakie do tej pory mijaliśmy. Nasze miejsce na obozowisko znajduje się na jego dalekim brzegu i dojście tam zajmie nam około godziny. Dochodzimy do naszego miejsca biwaku i możemy już ujrzeć nasze trudne podejście do jutrzejszej przełęczy Bellavista. Miejsce biwakowe jest bardzo przyjemne, na małej trawiastej łące pomiędzy płytami skalnymi. Bardzo wątpliwe iż spotkamy na trasie całego naszego treku więcej niż kilka osób. Dla odważnych polecamy zanurzenie nóg w jeziorze. Dochodzimy do obozowiska około godziny 14:30 resztę popołudnia spędzamy na odpoczynku. Jutro mamy za zdanie przekroczyć wielką, lodowcową przełęcz Bellavista. Nocleg w namiotach. Posiłki zapewnione: śniadanie,lunch, kolacja.

Dzień 11 La Esperanza, Sierra Nevada del Cocuy, Kolumbia
Dziś zaczynamy wcześnie, bo wiemy, iż będzie to długi dzień potrzebny do przekroczenia przełęczy Bellavista, gdzie dalej mamy długie zejście do La Esperanza, i dalej w dół do poziomu farm na drugiej stronie. Pobudka około 5 rano i zjadamy śniadanie, pakujemy się i składamy obozowisko. Opuszczamy obozowisko około godziny 7 rano. Wdrapujemy się po trawiastym zboczu jeziora, po kamieniach i pomiędzy frailejones. Przełęcz Bellavista jest nadal pokryta lodem, śniegiem, pomimo tak szybko cofających się lodowców w tym terenie. Po obejściu części jeziora przez około pół godziny zaczynamy strome podejście po wielkich głazach i piargach w kierunku przełęczy. Tutaj nie ma wyznaczonego szlaku, a piargowisko jest wyjątkowo niestabilne, a skakanie po skałach bardzo strome.Gdy zbliżamy się do przełęczy teren staje się jeszcze bardziej stromy. Jeśli będzie konieczność zostaną założone liny poręczowe. Dochodzimy na szczyt w okolicach godziny 11 rano. Jesteśmy na wysokości 4850 mnpm. Z przełęczy spoglądamy na Laguna de la Plaza,oraz spowite w chmurach tereny nizinne za nią. Przed nami rozciąga się krajobraz skalny z około tuzinem niebieskich jezior porozrzucanych po całej powierzchni. Dalej znajdują się faliste, zielone wzgórza, gdzie spędziliśmy pierwsze kilka dni. A po naszej lewej, stromy lodowiec wyrasta ku górze w kierunku szczytu Pan de Azucar. Śnieg i lód na tej przełęczy także już powoli stają się rzadkim widokiem. Zostajemy tutaj około godziny odpoczywając i podziwiając widoki na całą panoramę dookoła nas. Po odpoczynku, zaczynamy nasze zejście z przełęczy. Przez następne półtorej godziny przechodzimy przez teren zbudowany z różnorodnych skał, gdzie wiele razy zmuszeni jesteśmy do skakania po tych wielkich głazach. Około 14 w południe dochodzimy do kolejnego przyjemnego miejsca na obozowisko, zaraz obok piaszczystych brzegów jeziora. Jesteśmy otoczeni przez takie szczyty, przełęcze jak Concavo, Bellavista oraz Pan de Azucar. Lecz to jeszcze nie koniec dnia dzisiejszego. Mamy przed sobą jeszcze około 3 godzin zejścia w dół, z tej skalnej pustyni. Kierujemy się na zieloną sferę roślinności, aż w końcu dojdziemy do pól uprawnych na niższych wysokościach. Idziemy w dół błotnistą ścieżką. Dochodzimy do hacjendy La Esperanza około 17:30 – 18:00. W tym momencie ukończyliśmy szlak Dookoła Cocuy, jeden z klasycznych trekkingów w Kolumbii. Jesteśmy z powrotem na znośnej wysokości 3750 mnpm. Najniżej, jak byliśmy od około tygodnia. Rozkoszujemy się zimnym prysznicem, zamówionym jedzeniem, zimnym piwem oraz ciepłym łóżkiem. Nocleg w hacjendzie. Posiłki zapewnione: śniadanie, kolacja.

Dzień 12 Kanawara Huts, Sierra Nevada del Cocuy, Kolumbia
Budzimy się rano. Dziś pobudka zdecydowanie później około 8 rano. Zjadamy sobie zamówione śniadanie, dobrze znów zjeść jajecznicę, zupę, napić się dobrej kawy. Po czym czas ponownie wyruszyć w drogę. Jedziemy naszym wynajętym minibusem do Kanawara Huts, tam gdzie już byliśmy. Droga dojazdowa tam zajmuje nam około 1 godziny. Teren wznosi się systematycznie. Po przyjechaniu tam udajemy się do domku, na krótki, wczesny lunch. Stek z ryżem będzie dobrym wyborem. Około godziny 13.00 zaczynamy nasze 3 godzinne podejście do High Camp. Ważne żebyśmy mieli ze sobą/na sobie ubranie przeciwdeszczowe, bo często zaczyna tutaj padać w przeciągu kilku minut. Idziemy wolnym tempem, łagodnie nachylonym terenem po trawiastym zboczu, ścieżka jest dobrze widoczna. High Camp znajduje się na wygładzonych płytach skalnych, tuż pod lodowcem. Ten high camp jest w jednym z najprzytulniejszych miejsc jakie można sobie wybrać na obóz wysoki, ze względu na wysokość oraz łatwą dostępność. Wysokość 4600 mnpm, na której się znajdujemy jest bardzo sprzyjająca dla nas, po tych dniach trekkingu i wspinaczki powyżej 4000 mnpm. Dochodzimy do High Campu w okolicach 17.00 i od razu zajmujemy się przesortowaniem naszego ekwipunku, żeby go przygotować na naszą wspinaczkę. Zjadamy syty posiłek i układamy się do wczesnego snu w celu przygotowania na atak szczytowy. Nocleg w namiotach. Posiłki zapewnione: śniadanie, obiad, kolacja.

Dzień 13 Atak szczytowy
Zaczynamy dzień o 4:30 rano tak jak podczas wyjścia na przełęcz Bellavista. Zjadamy szybko śniadanie, ubieramy się i opuszczamy obozowisko na atak szczytowy około 5:45 rano. Słońce zaczyna wychodzić zza gór jak tylko wychodzimy z obozowiska. Przy bezchmurnej pogodzie będziemy podziwiać wschód słońca nad Pan de Azucar oraz nad Devils Pulpit na południu. Pierwsza część podejścia przebiega przez płyty skalne znajdujące się pod lodowcem. Zajmuje nam około 1 godziny aby dojść do lodowca. Do czasu gdy dotrzemy do części lodowej podejścia pokonamy już przewyższenie z 4600 mnpm do 4900 mnpm. Czyli pokonaliśmy już około 1/3 dzisiejszego podejścia. Wchodząc powoli na lodowiec możemy daleko w tle zobaczyć płaską grań szczytową Ritacuba Blanco, często spowita chmurą. Tutaj zakładamy raki, wiążemy się linami i idziemy dalej lodowcem, nawigując pomiędzy możliwymi szczelinami. Po kilkuset metrach podejścia, stok się zwęża do szerokiej grani i skręca w lewą stronę. Idziemy ciągle wolnym tempem, aż dochodzimy do stromej części, znacząco odróżniającej się od reszty, czyli jesteśmy przy kopule szczytowej. Jesteśmy tak około godziny 10 rano. Podejście nie jest bardzo strome, ani ciężkie ale jest bardzo wyeksponowane. Jakiekolwiek poślizgnięcie może zakończyć się bardzo fatalnie. Najpierw na szczyt wchodzą prowadzący aby założyć liny, przy pomocy których będziemy mogli wejść bezpiecznie na szczyt. Grań szczytowa jest około 50 metrów długa ale bardzo wąska. Stąd spoglądamy na trasę naszego treku na Boqueron de la Sierra oraz na Dolinę Valle de los Cojines, kilkaset metrów pod nami. Miejsca, które bardzo dobrze pamiętamy z trekkingu. Zdobywamy nasz upragniony szczyt Ritacuba Blanco 5430 mnpm. Spędzamy tam około 40 minut w zależności na ile pogoda pozwoli. Po czym rozpoczynamy nasze zejście w dół. Musimy także wcześnie wrócić do high campu, żeby uniknąć popołudniowych deszczy, które spowodują, iż płyty na podejściu pod lodowiec, staną się jeszcze bardziej śliskie. Powoli idziemy lodowcem, podążając za swoimi śladami. Dochodzimy do High Campu około godziny 13.00. Od razu udajemy się do swoich namiotów aby ugotować trochę wody na herbatę oraz ogrzać się w śpiworach. Po chwili odpoczynku oraz uzupełnieniu kalorii oraz płynów, pakujemy nasz cały obóz i zaczynamy zejście do Kanawara Huts poniżej nas. Wychodzimy około 15.00. Idziemy trasą, która zajmie nam około 2.5 godziny do dojścia do Kanawara Huts. Idziemy czasem po śliskich płytach, przeplatających się z błotnistym terenem szlaku. Kiedy dochodzimy do Kanawara Huts nasz trekking dobiega końca. Wymęczeni od razu pozbywamy się mokrych ubrań i zaczynamy je suszyć. Po chwili zamawiamy coś ciepłego do jedzenia i picia. Nie rozkładamy się w Kanawara Huts na zbyt długo. Czekamy na wszystkich aż zejdą ze szlaku, cała grupa, wraz z obsługą kolumbijską i wynajętym busem udajemy się w drogę powrotną do miasteczka Guican. Dojeżdżamy tam ostro wygłodniali, więc pierwszą rzecz jaką robimy to udajemy się na kolację w okolicach naszego hostelu w Guican. Dojeżdżamy tam trochę po godzinie 20.00. Po czym udajemy się do hotelu rozwieszać dalej nasze przemoczone rzeczy. Nocleg w pokojach dwuosobowych. Posiłki zapewnione: śniadanie, obiad, kolacja.

Dzień 14 Villa de Leyva, Kolumbia
Budzimy się około godziny 7 rano. Aby poskładać nasze suszące się ubrania i przepakować plecaki. Po śniadaniu w hotelu, opuszczamy Guican autobusem około godziny 8 rano. Podczas pierwszych czterech godzin dzisiejszej przejażdżki pokonujemy bardzo krótki odcinek drogi na mapie, gdyż podążamy wijącą się zygzakami szutrową drogą, która biegnie raz pod górę, raz w dół, innym razem dookoła kolejnego wzgórza i tak przez 4 godziny. Tą sekcję drogi jak tutaj jechaliśmy pokonywaliśmy w ciemnościach, więc teraz rozkoszujemy się widokami na okolicę. Ostatnie spojrzenia na masyw Cocuy. Po drodze zatrzymujemy się na dwa krótkie przystanki. Pierwszy w miasteczku Boavita. Potem zjeżdżamy około 1500 metrów w dół żeby przekroczyć szeroką dolinę rzeki Rio Chicamocha, po czym znów wjeżdżamy przez długi okres pod górę, i zatrzymujemy się na lunch w Soata, miasteczko na szczycie wzgórza. Możemy podziwiać jak bardzo zielona Kolumbia jest. Pola najróżniejszej roślinności i często spotykane stada krów i owiec. Jedziemy dalej około godziny 6 robi się ciemno, a my mamy jeszcze 1 godzinę drogi do starego kolonialnego miasteczka Villa de Leyva. Bardzo miłe miejsce z wąskimi brukowanymi uliczkami, oświetlonymi lampkami i wieloma dobrymi restauracjami dookoła. Udajemy się na kolację do jednej z tych lokalnych knajpek. Polecamy steak. Po czym idziemy na rynek miejski Plaza Mayor, do jednego z lokalnych barów świętować nasz sukces w górach. Po czym po świętowaniu z powrotem udajemy się do naszego skromnego hotelu. Nocleg w pokojach dwuosobowych. Posiłki zapewnione: śniadanie, obiad, kolacja.

Dzień 15 Villa de Leyva, Kolumbia
Po śniadaniu w okolicznej knajpce lub hotelu wyruszamy na miasto. Idziemy na pieszą wycieczkę zwiedzać Villa de Leyva. Miasteczko zbudowane na planie siatki, z wąskimi brukowanymi uliczkami, wszystkie budynki są pokryte białą farbą oraz zielone, drewniane balkony na pierwszych piętrach, wyglądające na ulice. Najlepiej się zwiedza takie miejsce po prostu zaszywając się w najmniejsze zakamarki tych uliczek, tego miasteczka. Te białe ściany są pomysłem najeźdźców z Hiszpanii, którzy zamalowywali oryginalne ściany, kolory, wzory na murach domów. Brukowane ulice zostały wybudowane przez niewolników w zamian za ich wolność. A wielki miejski rynek Plaza Mayor, jest drugim największym rynkiem w Ameryce Łacińskiej. Po przechadzce po mieście udajemy się na wczesny obiad w okolicach godziny 12. Potem wyruszamy w podróż ponownie około godziny 14:30. Miasteczko te na pewno jest bardzo atrakcyjne, super do odpoczynku i zgiełku dużych miast. Jedziemy ponownie autobusem tym razem na południe. Droga wzbija się ponad 3000 metrów a krajobraz zmienia się jak w kalejdoskopie. Przypominając trochę znane nam tereny wyżynne z centralnej Kolumbii. Jedziemy do miejscowości Zipaquira. Małej, cichej mieściny. Wieczorem przechadzamy się uliczkami Zipaquira, zapoznając się z mało miasteczkowym życiem. Relaksujemy się w lokalnych knajpach i na spacerze po mieście. Noc w prostym hotelu. Pokoje dwuosobowe. Posiłki zapewnione: śniadanie, obiad, kolacja.

Dzień 16 Zipaquira, Kolumbia
Po pobubce około godziny 8 rano i zjedzeniu śniadania w okolicy udajemy się na spacer na wzgórze powyżej miasta do katedry Cathedral de Sal. Starej kopalnii soli, ktora została przekształcona w ogromną podziemną katedrę. Jesteśmy zobligowani dołączyć do oficjalnej wycieczki po katedrze w języku hiszpańskim. Lecz na bieżąco będziemy się starali tłumaczyć co oni mówią. Katedra ta oferuje bardzo dobre okazję do zrobienia ciekawych zdjęc krzyży ociosanych z soli, z bardzo efektownym oświetleniem. Po przejściu pewnego dystansu przez różne alkowy, szlak prowadzi w dół do trzech ogromnych jaskiń, które zostały wykopane w kształt wielkich naw katedry, dodatkowo wyposażonych w drewniane ławki i ołtarze. Statuy dookoła naw wykute ze skały robią bardzo duże wrażenie. To miejsce jest ogromne i śmiało można by tu spędzić cały dzień. Wychodzimy z tej podziemnej katedry i udajemy się na rynek miejski Zipaquira, żeby w jakiejś małej przytulnej knajpce zjeść coś. Po czym wracamy do naszego hotelu, po nasze plecaki i wybieramy się w podróż powrotną na lotnisko w Bogocie naszym wynajętym busem. To koniec naszej przygody z Kolumbią. Wylatujemy z Bogoty do Europy.

Dzień 17
Tranzyt na jednym z lotnisk w Europie i przylot w godzinach popołudniowych do Polski.

Wliczone w cenę:
– Lot na trasie Polska – Kolumbia – Polska dla prowadzącego
– transport taxi do/z lotniska w Bogocie
– zakwaterowanie w hostelu w Bogocie,
– zakwaterowanie w prostych hotelach/hostelach w Zipaquira, Villa de Leyva, Guican, El Cocuy.
– zakwaterowanie w Kanawara Huts oraz Hacienda El Esperanza
– posiłki wymienione w programie szczegółowym
– transport z Bogoty do El Cocuy prywatnym autem, transport z El Cocuy do Guican, z Guican do Kanawara Huts tam i z powrotem.
– przejazd publicznym transportem z Guican do Villa de Leyva. Oraz z Villa de Leyva do Zipaquira
– transfer prywatnym autem z Zipaquira na lotnisko w Bogocie
– pomoc 1 tragarza przypadającego na 2 uczestników w grupie(uczestnik może oddać tragarzowi około 13 kg swojego personalnego ekwipunku)
– przewodnik lokalny kolumbijski na czas trwania trekkingu oraz wspinaczki
– opiekę polskiego lidera wysłannika biura
– wyposażenie grupowe liny, namioty, gaz na czas trwania trekkingu, wspinaczki
– walkie talkie dla grupy, pulsoksymetry, GPS, telefon satelitarny
– zakup wyżywienia na trekking oraz na akcję górską dla każdego uczestnika
– zakup wyżywienia na trekking i akcję górską dla tragarzy i przewodnika kolumbijskiego
– pozwolenia na wspinaczkę w rejonie Sierra Nevada del Cocuy
– ubezpieczenie KL i NNW, ubezpieczenie sportów wysokiego ryzyka

Nie wliczone w cenę:

– Koszta wyżywienia nie wymienionego w programie szczegółowym
– Własny ekwipunek wspinaczkowy, trekkingowy
– Dodatkowy tragarz (jakby ktoś potrzebował jeszcze)
– Koszta alkoholu i napoi gazowanych
– Koszta wody butelkowej, wody przegotowanej, ładowania baterii, telefonów, pryszniców, batonów,
– Nadbagażu na lotach międzynarodowych
– Napiwków dla tragarzy, przewodników
– Wydatków własnych: pamiątki, internet, rozmowy telefoniczne,
– opłat wejściowych do zwiedzanych obiektów
– podatku wylotowego