займ на карту мгновенно

POWIĘKSZ MAPĘ

Termin : 06.04.2018 – 23.04.2018 – 1 osoba zainteresowana
TERMIN ZAPISÓW: do 25 marca 2018
Maksymalna liczba uczestników: 5
Cena: 2250 USD + bilet lotniczy(około 3000 PLN)

Podsumowanie wyprawy Dookoła Dhaulagiri 15.03 – 05.04.2015 – LINK

Fotorelacja z wyprawy Dookoła Dhaulagiri 15.03-05.04.2015 – LINK

Podsumowanie i fotorelacja wyprawy Dookoła Dhaulagiri 06.04 – 27.04.2016 – LINK

Fotorelacja z wyprawy Dookoła Dhaulagiri 06.04.-27.04.2016 (autorstwa uczestnika Kuby) – LINK

Fotorelacja z wyprawy Dookoła Dhaulagiri 15.03.-05.04.2015 (autorstwa uczestnika Igora) – LINK

Informacje praktyczne Nepal – LINK I

Informacje praktyczne Nepal – LINK II

GALERIA ZDJĘĆ DHAULAGIRI – LINK

Co takiego słychać w Nepalu – LINK

Great Himalayan Trail & Piotr Morawski – LINK

Ciężka praca tragarza – LINK

Nowe zdjęcia, nowe informacje Nepal – LINK

Film Secrets of Dhaulagiri – LINK

Trek dookoła Dhaulagiri ma reputację bycia jednym z cięższych lecz także nagradzających nas najpiękniejszymi widokami na Himalaje. Droga nas będzie wiodła przez odludne tereny, gdzie nie dużo trekkersów się wybiera, co jest dużą zaletą w coraz bardziej nawiedzanym przez turystów Nepalu. Trasa marszu biegnie przez piękne wioski niższych terenów, z widokami na masyw Dhaulagiri(8167 m.n.p.m.), po czym powyżej tych osad, szlakiem prowadzi to Bazy włoskiej pod Dhaulagiri. Góry, która jest nazywana „White Mountain” – Białą Górą. Jeszcze na początku XIX wieku była uznana ze najwyższą górę świata, lecz w latach 30-tych tamtego wieku, Kanchenjunga przejęło to miano. Powyżej tego miejsca trek zaczyna być wędrówką po morenie lodowca prowadząc nas do głównej Bazy wspinaczkowej Dhaulagiri(8167 m.n.p.m.). Przed nami ciężka przeprawa przez Przełęcz Francuską(5200 m.n.p.m.) do przepięknej Hidden Valley(ukrytej doliny). Ostatnia z przełęczy na naszej drodze Dhampuss Pass(5253 m.n.p.m.). W końcu szlak biegnie w dół to wioski Marpha i do pełnych ludzi ścieżek dookoła Annapurny.

Wyprawa ta oferuje nam podróż przez tradycyjne, nieskażone zachodnią cywilizacją wioski z słynnych z lokalnej gościnności ludu Magarsów i Gurungsów. Zobaczenie odległych, mało z eksplorowanych dziewiczych dolin, przekraczanie śnieżnych przełęczy, zwieńczonych panoramicznym krajobrazem masywów Dhaulagiri, Annapurny oraz najgłębszego kanionu w Nepalu rzeki Kali Gandaki.

Jest polecany dla trampingowców zachęconych wysokimi górami i dzikością terenu, oraz wymaga bardzo dobrej kondycji fizycznej i podstawowych umiejętności obsługi raków, czekana, liny.

Dzień 1

Około południa wylatujemy z Warszawy do Kathmandu przez jedno(albo dwa) lotniska tranzytowe.

Dzień 2

Przylot do Katmandu dzisiejszego dnia. Spotykamy się na lotnisku z naszym kierowcą, i wynajętą taksówką udajemy się do hotelu w jednej z najbardziej kolorowych, żywych wszystkich miast Azji – Thamelu. Kwaterujemy się w hotelu w pokojach 2 osobowych. Czas wolny na zakupy przed wyruszeniem na trek. Po czym udajemy się na kolację do Steak House, na najlepsze steki w mieście. Nocleg w Katmandu.

 

Dzień 3

Wczesnym rankiem wynajętymi taksówkami udajemy się na dworzec autobusowy w Katmandu. Nasze bagaże zostają zamocowane na dachu autobusu za pomocą lin, i przykryte płachtą na wypadek deszczu. Pierwsza godzina drogi mija dość szybko jedziemy przedmieściami Katmandu. Lecz potem teren nagle się zmienia, droga prowadzi w dół z 1400 metrów do około 350 metrów. Przyzwyczajamy się do ruchu panującego na nepalskich drogach, czasem może się wydawać chaotyczny lecz ma on sens. Większość pojazdów jest udekorowana kolorowo. Przejeżdżamy przez bardzo biedne wioski, na przystankach mamy okazję zakupić coś na ząb lokalnych sprzedawców. Oczywiście też zatrzymujemy się na dłuższy postój na lunch na dal bhat. Ostatnia godziny jazdy do Pokhary jest zdecydowanie łagodniejsza, droga ciągnie się wzdłuż doliny. Gdy po około 6-8 godzinach docieramy do Pokhary (827 m.n.p.m.). Kwaterujemy się w hotelu, szybki prysznic i wyruszamy na krótki spacer po wiosce, w kierunku jeziora Phewa. Także, jeśli pogoda pozwoli oglądamy widoki na świętą górę Machapuchare (6993 m.n.p.m.) uznawana za świętą. Wracamy na kolację do naszego hoteliku. Nocleg w pokojach 2 osobowych. Podczas kolacji omówienie całej trasy treku.

Dzień 4

Po wczesnym śniadaniu i spakowaniu swoich rzeczy wyruszamy na naszą przygodę. Znów zaczynamy od podróży autobusem. Droga tym razem jest zdecydowanie węższa, ruch na niej sporadyczny w porównaniu do wczorajszej trasy. Trasa biegnie najpierw 800 metrów pod górę, żeby potem znów zjechać w dół do 800 m.n.p.m. . Droga najpierw biegnie przez dolinę rzeki Modi Khola, aż do wioski Kuzma (1023 m.n.p.m.) w dolinie rzeki Kali Gandaki. Stąd rusza w kierunku Baglung (970 m.n.p.m.), które osiągamy po około 2 godzinach. Czasem trafimy na osuwiska skalne które zwężają drogę, mamy tutaj pokaz doskonałych umiejętności radzenia sobie kierowców w trudnych warunkach. Beni (830 m.n.p.m.) znajduje się u zbiegu rzek Kali Gandaki i Myagdi Khola. Na pewno jednym z głównych bohaterów naszej wyprawy, będą tragarze niosący ciężkie ładunki. Cały ten ciężar spoczywa tylko na szerokim pasie, który przepasają sobie czoło, taka technika niesienia. Zatrzymujemy się przed wyruszeniem w drogę na lunch. Przesiadamy się do innego autobusu i jedziemy do Drabang. Tereny wokół wioski zajmują głównie pola ryżowe. Wilgotność powietrza i temperatura dają się bardzo we znaki. Po drodze ludzie witają nas z życzliwym Namaste. Mijamy wioskę Singa (853 m.n.p.m.), szkołę z dziećmi, niektóre z nich mówią trochę po angielsku. Jedziemy dalej w kierunku Tatopani (1190 m.n.p.m.), tłumacząc nazwa znaczy gorące źródła, które właśnie się tam znajdują na brzegu rzeki Myagdi Khola. Woda jest najcieplejsza w środku basenu, obniżając swoją temperaturę przy brzegach basenu. Dalej mijamy niezliczone ilości tarasów ryżowych. Lecz także natykamy się na drzewa takich owoców jak banany, cytryny, papaje. Droga ciągle delikatnie wzbija się pod górę, lecz bez znacznego przyrostu wysokości. Po kilku godz. w końcu docieramy do naszej destynacji wioski Drabang (1180 m.n.p.m.). Kwaterujemy się w jednym z lokalnych domostw. Tutaj też możemy uzupełnić niektóre zapasy udać się do sklepu i kupić np. wodę butelkowaną. Oglądamy jak dzieci grają w piłkę lub oddajemy się rozmową, relaksie przed następnym dniami. Kolacja w Drabang(1180 m.n.p.m.) w hoteliku. Nocleg w pokojach wieloosobowych.

Dzień 5

Po śniadaniu ponownie wyruszamy, wdrażamy już się w dzienną rutynę trekkingu. Jedziemy autousem do Sibang(1720 m.n.p.m.). Po raz pierwszy również zauważamy masyw Dhaulagiri w oddali. Wraz ze wzrostem wysokości temperatura jest bardziej znośna, upały nie dają się tak we znaki. Celem na dziś jest miasto Muri (1850 m.n.p.m.), główna osada doliny Myagdi Kholi. Schodzimy szlakiem w dół do doliny rzeki Dara Khola, dopływu Myagdi Kholi, który zaraz potem przekraczamy jednym z wielu stalowych mostów. Po przejściu rzeki strome podejście do Muri(1850 m.n.p.m.) się zaczyna. Dzisiejszy dzień nie jest bardzo długi, po około 3 godzinach marszu powinniśmy dojść do wioski. Jest ona bardzo dobrze zlokalizowana na stoku, otoczona doliną z pięknymi widokami. Kwaterujemy się do jednego z domostw wioski. Zjadamy lunch u lokalnej ludności wspierając tutejszą gospodarkę. Czasem może się zdarzyć iż dzieci z okolicznej szkoły przygotują przedstawienie dla turystów za małą donację dla szkoły na książki i długopisy. Wieczorem zjadamy kolację i idziemy spać w domu lokalnej rodziny. Rozkoszujemy się na razie wolniejszym tempem i lokalną gościnnością, lecz niedługo już opuścimy tereny zamieszkałe.

Dzień 6

Dziś po śniadaniu zaczynamy nasz długi i męczący dzień. Z Muri ruszamy najpierw około 500 metrów w dół do rzeki Dhola Khola. Szlak prowadzi przez uprawne pola i łąki. Uważamy na kroki na stromym zejściu. Po dojściu do poziomu rzeki przekraczamy most i mamy przed sobą 200 metrowe podejście. Lecz ku naszemu „zdziwieniu”, zaraz ponownie schodzimy w dół do doliny Myagdi Kholi. Dalej pokonujemy szlak idąc to coraz w górę i w dół. Co u po niektórych, może budzić frustrację, gdyż wyobrażał sobie, że w górach idzie się tylko do góry;).Przy Naura Dhiwa zatrzymujemy się na krótką przerwę, przed ponownym stromym podejściem przed nami. Domostwa stają się coraz uboższe. Dostrzegamy w jakich skromnych warunkach przychodzi żyć tutejszym ludziom. Po przerwie czeka nas pokonanie przewyższenia 700 metrowego po stromym trawiastym stoku, z kamienistymi sekcjami. Po drugiej stronie doliny kilkudziesięciometrowe wodospady opadają w dół. Kiedy dochodzimy do przełęczy na wysokości 2350 m.n.p.m. , co nas jeszcze czeka to 300 metrowe zejście do wioski Boghara (2080 m.n.p.m.). Po około 7 godzinach marszu mamy już ten męczący dzień za sobą. Lunch zjadamy na trasie treku w postaci suchego prowiantu. Kolację zjadamy w Bogharze (2080 m.n.p.m.) w lokalnym domostwie czym nas poczęstują(najczęściej dal bhat). Nocleg także w lokalnej chacie.

Dzień 7

Po śniadaniu także w jednym z domostw w Bogharze (2080 m.n.p.m.) pakujemy się i wyruszamy dalej. Boghara była ostatnią większą wioską na trasie naszego treku w tej dolinie. Na początku dnia ruszamy około 200 metrów w dół doliny. Krótko po opuszczeniu wioski natrafiamy na memoriał postawiony dla dwójki Niemców, zmarłych w wypadku tutaj. Podczas zejścia w dół doliny krajobraz się zmienia. Wkraczamy do dżungli. W lesie szlak prowadzi stromiej w dół, może być błotnisty i miejscami ślisko. Kijki teleskopowe bardzo się tutaj przydadzą. Także w takich miejscach jak to zauważamy jak ważne jest wyposażenie dla tragarzy, odpowiednie obuwie, zapobiegające poślizgnięciu. Kiedy pokonamy te strome zejście mamy czas rozejrzeć się dookoła dżungli. Roślinność i drzewa są takie wysokie, że prawie słońce tutaj nie dochodzi. Jest wilgotno i gorąco. W końcu wychodzimy na otwartą dolinę. Stąd zaczynamy podejście do Dobang (2520 m.n.p.m.) czyli około 700 metrów w górę, lecz zrobimy prawie dwu krotność tego, gdyż szlak ciągle biegnie raz w górę, raz w dół. Przekraczamy kilka drewnianych mostów zbudowanych z pali drewna, a czasem tylko duży pal drewna służy jako most. Czasem trzeba stosować małe obejścia, spowodowane zejściem osuwiska ziemnego co zmienia trasę szlaku na chwilę. W Lapche Kharka (2310 m.n.p.m.), zatrzymujemy się na przerwę obiadową. W końcu po 6.5 godzinach marszu docieramy do Dobang (2520 m.n.p.m.), składającego się z kilku chat, dla niektórych turystów w ogóle niewyobrażalne jak mogą żyć tutaj ludzie. Nocujemy u lokalnej rodziny w ich domu, poprawiając sobie humor po ciężkim marszu, kolacją do której już przywykliśmy.

Dzień 8

Po śniadaniu u lokalnej rodziny wyruszamy w dalszą drogę. Dzisiejszego dnia idąc dalej w dżungli czasem może być już trochę zimniej. Przekraczamy wiele małych strumieni biegnących przez las, aż w końcu przechodzimy przez Myagdi Khole, po czym wchodzimy po czymś w rodzaju drewnianej drabiny, która zaprowadzi nas z powrotem na szlak. Krótkie przerwy nad rzeką w świecącym słońcu w ogóle nie przypominają nam iż jesteśmy w Himalajach. Pierwsze podejście pod górę, dalej zwieńczone opadnięciem błotnistego szlaku w dół. Ostatnie wdrapywanie dzisiejszego dnia po stoku porośniętym krzakami. Spotkać możemy także wiele rododendronów, które kwitną w październiku. Powoli kończymy podróż po naszej dżungli wkraczając do potencjalnego miejsca obozowego Chariban (3110 m.n.p.m.). Miejsce obozowiska jest coś w rodzaju bardzo wilgotnego zagłębienia, dzięki czemu ma się dostęp do wody. Po około pół godzinie dochodzimy do Italian Base Camp (3200 m.n.p.m.).Nocleg na karimatach na podłodze w schronie Italy Base Camp. Lunch zjadamy na trasie marszu w postaci batonów energetycznych, suchego prowiantu. Kolacja u właściciela w Italian Base Camp. Długość marszu dziś to 7 godzin.

Dzień 9

Poranki już mogą bywać zimniejsze, na śniadanie grupa pewnie zamiast jedzenia pierwsze co zrobi to ubierze ciepłe kurtki i czapki. Dzisiejszy dzień spędzamy na aklimatyzacji. Możliwe jest wejście na okoliczne grzbiety wzgórz, żeby zdobyć trochę wysokości i ponowne zejście w dół do namiotów. Wybieramy jedną z wielu ścieżek pomiędzy kamieniami, gdy dochodzimy do góry, jesteśmy wynagrodzeni widokami na dolinę , którą kilka ostatnich dni ciągle wędrowaliśmy oraz widzimy naszą jutrzejszą drogę. Resztę dnia możemy spędzić leniuchując zbierając siły przed głównymi dniami na wysokościach. Ważne jest żebyśmy dziś dużo pili i jedli uzupełniając kalorię i płyny. Powoli wkraczamy w coraz surowszy klimat. Nocleg w w budynku Italian Base Camp.. Śniadanie/obiad/kolację zjadamy co nam przygotuje właściciel w Italian Base Camp.

Dzień 10

Dziś opuszczamy nas obóz w Italian Base Camp (3200 m.n.p.m.), po śniadaniu wymarsz. Zaczynamy od wejścia na wzgórze, schodząc po drugiej stronie do niżej położonego lodowca. Najlepiej zrobić to wczesnym rankiem kiedy jeszcze ziemia jest zmrożona. Mamy piękne widoki na zachodnią ścianę Dhaulagiri (8176 m.n.p.m.). W końcu wyjdziemy z cienia słonecznego i słońce swoimi promieniami rozgrzeje nas, pozwalając nam, jeśli potrzeba, wysuszyć jakieś mokre ubrania. Po około 3 godzinach marszu dochodzimy do miejsca zwanego Swiss Base Camp (3730 m.n.p.m.). Miejsce ma wspaniałe widoki na masyw Dhaulagiri. Zatrzymujemy się tutaj na lunch, uzupełnienie kalorii jakimś suchym prowiantem i uzupełnienie wody. Dalsza droga to także jakieś 3 godziny marszu. Pierwszy raz jesteśmy w cieniu dwóch potężnych gór Dhaulagiri I (8167 m.n.p.m.) i Dhaulagiri II (7751 m.n.p.m.). Słońce długo nie sięga nas podczas marszu. W końcu dochodzimy do początku lodowca Chonbardan. Ta część lodowca jest całkowicie pokryta gruzem. Widoki z tego miejsca zaczynają być niesamowite. Tzw. Japoński obóz leży na wysokości 4200 m.n.p.m. , na wielu mapach nie jest on zaznaczony, lecz czasem może się zdarzyć, iż nie będziemy jedynymi,którzy się tam rozbijają. Pierwszy raz na tej wysokości możemy czuć się pozbawieni oddechu przy nawet małym wysiłku fizycznym. Rozbijamy nasz obóz na w miarę płaskim terenie. Przygotowujemy sobie kolację i idziemy spać w namiotach.

Dzień 11

Dziś po śniadaniu wyruszamy w kierunku Dhaulagiri Base Camp (4740 m.n.p.m.). Droga prowadzi przez morenę lodowca Chonbardan. Wiele krótkich podejść góra-dół idąc lodowcem. Raki stają się pomocne, lecz o ich użyciu zadecydujemy na miejscu w zależności od warunków pogodowych. Na tej lodowo kamienistej pustyni otaczające nas szczyty wyglądają jeszcze bardziej imponująco. Oprócz Dhaulagiri (8167 m.n.p.m.) szczyt Tukuche staje się coraz bardziej i bardziej w centrum uwagi. Szczyt mierzy „tylko” 6920 m.n.p.m. , ale jest bardzo charakterystyczną górą. Po około 4 godzinach marszu docieramy do Dhaulagiri Base Camp (4740 m.n.p.m.). Ponownie możemy ujrzeć już znane nam kolorowe buddyjskie flagi modlitewne powiewające na wietrze. Oczywiście nie jesteśmy sami na tym terenie. Są tutaj różne ekspedycje wyruszające na szczyt góry Dhaulagiri (8167 m.n.p.m.). Próbujemy pomiędzy nimi znaleźć odpowiednie miejsce na nasz obóz. Zaczynamy poszukiwania płaskich płyt/kamieni w celu ułożeniach z nich platformy pod namioty. Przygotowanie i rozbicie obozu na tej wysokości już stwarza większy wysiłek. Potem należąca się nam herbata, oraz przygotowujemy lunch każdy sobie. Widoki które mieliśmy z Japońskiego obozu było super, ale te dzisiejsza panorama …niesamowita. Zachodnia ściana Dhaulagiri, i szczyt Tukache, z powiewającymi flagami buddyjskimi, dodają czaru temu miejscu. Na tych wysokościach już nie dostaniemy deszczu, a opady śniegu, które są bardzo prawdopodobne. Układamy się do snu, często butelka z gorącą wodą włożona do śpiwora w nogi sprawia, iż nasza nocna jest zdecydowanie przyjemniejsza. Pijemy dużo płynów około 3-4 litrów dziennie, żeby nie pozwolić naszemu ciału się odwodnić i dostać objawów choroby wysokościowej. Kolacja w obozie.

Dzień 12

Dzisiejszego dnia mamy kolejny postój na aklimatyzację i odpoczynek. Po śniadaniu idziemy na spacer po Base Camp. Rozmawiamy z uczestnikami ekspedycji, które mają swoje obozy w BC. Późnym rankiem decydujemy się na krótkie podejście dalej w górę w celach aklimatyzacyjnych. Podchodzimy prawie pod 5000 m.n.p.m. , w kierunku Przełęczy Francuskiej i rozkoszujemy się widokami. Badamy także reakcję naszego organizmu na zwiększającą się wysokość. Czasem zejście może być bardziej męczące, gdyż słońce mogło roztopić trochę śnieg powodując trudności w stawianiu kroków. Obserwujemy pogodę i robimy wywiad dotyczący warunków na przełęczy u obozujących ekspedycji. Śniadanie, obiad i kolację gotujemy sobie sami w obozie. Nocleg w namiotach. Opcjonalny trekking pd 5000 m zajmie nam dziś 4 godziny tam i z powrotem.

Dzień 13

Dzisiejszy dzień jest bardzo ważny. Bardzo ważna będzie pogoda jaka nas zastanie rano, jak i prognoza. Po wczesnym śniadaniu po 6 rano wyruszamy, spakowawszy wcześniej cały obóz. Szlak w kierunku Przełęczy Francuskiej (5360 m.n.p.m.) biegnie trochę powyżej poziomu lodowca na jego morenie bocznej.Wysoki grzbiet moreny lodowca jest widoczny dalej w głąb doliny, zdobywamy ją podążając stromym szlakiem po piargach i usypiskach skalnych. Gdy już jesteśmy na grzbiecie moreny bocznej mamy super widoki na dolinę z której przyszliśmy. Przy dużym kopcu na grzbiecie moreny bocznej skręcamy na finałowe podejście pod Przełęcz Francuską (5360 m.n.p.m.). Podejście jest lekko stromo nachylonym śnieżnym stokiem, i jak zawsze w Nepalu, szczyt przełęczy jest oznakowany powiewającymi flagami modlitewnymi i kopczykami. Osiągamy przełęcz po około 4 godzinach spokojnego marszu.Idziemy wolnym tempem zapobiegając powstaniem objawów choroby wysokościowej, jak i dając możliwość dotrzymania naszemu marszowi naszym nepalskim tragarzom, którzy niosą ciężki ładunek. Musimy też za nimi wyglądać czy sobie radzą z podejściem pod przełęcz, czy nikomu nic się nie stało. Widoki z Przełęczy Francuskiej (5360 m.n.p.m.) są niesamowite Sita Chuchura (6611 m.n.p.m.), Mukut Himal (6639 m.n.p.m.), Tukuche Peak (6920 m.n.p.m.) i oczywiście Dhaulagiri (8167 m.n.p.m.) Idziemy wolnym tempem, pilnując stabilnego, rytmicznego oddechu. Zejście z przełęczy jest na średnio nachylonym śnieżnym stoku, jak wkraczamy do Hidden Valley(Ukrytej Doliny). Po długim zejściu w końcu docieramy do naszego kolejnego obozu. Jak zauważymy w Ukrytej Dolinie możemy zobaczyć tylko sporadycznie występującą roślinność ze względu iż teren ten znajduje się w cieniu deszczowym Dhaulagiri. Lunch zjadamy na przełęczy, suchy prowiant, batony energetyczne, woda. Kolację gotujemy sobie we własnym zakresie. Nocleg w namiotach na wysokości 5200 m.n.p.m. .

Dzień 14

Dzisiejszy dzień jest naszym ostatnim na tych wysokościach. Schodzimy już w dół doliny lecz przed nami jeszcze ostatni wyzwanie Dhampus Pass (5258 m.n.p.m.). Na niektórych mapach zwany również jako Thapa Pass. Po wczesnej pobudce, zjadamy ciepłe śniadanie, składamy obóz i około 6 rano wyruszamy w drogę. Zaczynamy podejście umiarkowanie nachylonym śnieżnym stokiem. Po około 1 godzinie powinniśmy osiągnąć szczyt przełęczy.Widok masywu Annapurny ponownie pojawia się przed naszymi oczami. Z przełęczy szlak schodzi 100 metrów w dół po czym trawersuje w kierunki doliny rzeki Kali Gandaki. W zależności od warunków śnieżnych raki mogą być przydatne do zejścia tym stromym zboczem. Jest tutaj bardzo długi trawers po śniegu zajmujący około 4 godzin, zanim dojdziemy do stromego zejścia do Yak Kharki. Idąc tym trawersem mamy niesamowite widoki na Nilgiri (7061 m.n.p.m.) i zachodni koniec masywu Annapurny. Mamy także super widoki na wioskę Jomson oraz na suche trans Himalajskie tereny w kierunku królestwa Mustang. Ścieżka biegnie w dół odbijając trochę w prawo przechodzimy przez strumień i docieramy do wioski Alubari (3400 m.n.p.m.). Czyli zeszliśmy w dół około 1900 metrów. Nocujemy w namiotach. Lunch zjadamy na szlaku suchy prowiant. Kolację gotujemy sobie sami  na palnikach. Długość marszu dziś około 6-7 godzin.

Dzień 15

Dzisiejszego dnia mamy już na sam początek długie zejście w dół. Po wczesnym śniadaniu opuszczamy wioskę Alubari (3400 m.n.p.m.). Musimy zejść w dół doliny rzeki Kali Gandaki do miejscowości Marpha (2670 m.n.p.m.). Droga jest pełna kurzu, pyłów rozkopywanych z każdym krokiem. Roślinność w tym terenie staje się bardziej bujna, w oddali można usłyszeć i zauważyć samoloty latające do i z Jomson (2720 m.n.p.m.). Cudowny widok Nilgiri (7061 m.n.p.m.), który wyrasta bezpośrednio na przeciwnej stronie doliny. Po około 3 godzinach dochodzimy do Marphy (2670 m.n.p.m.) jest pięknym buddyjskim miasteczkiem. Drogi są zaprojektowane z dużych płaskich płyt kamiennych, po bokach których w rowach płyną ścieki. W nepalskiej architekturze takie rozwiązanie, jak i to miejsce należy do wyjątkowo czystych, „ekologicznych”. W oddali lokalna Gompa jest zauważalna na zboczu góry. Zdecydowanie na pierwszy rzut oka rzuca się uprawa jabłek w tym terenie. Wszędzie możemy kupić jabłka. Od razu widać, iż wróciliśmy do „cywilizacji”. Nasze noce w namiotach są już przeszłością. Co wielu z uczestników na pewno zauważy od razu, po takim okresie, iż w tym miejscu mają piwo;). Ostatni etap to droga do Jomson (2720 m.n.p.m.). Miasteczko jest tylko 200 metrów wyżej od Marpha, a około 1.5 godziny drogi szlakiem(można podjechać tutaj jeep-em / autobusem). Idąc spokojnym tempem szczęśliwi docieramy do celu. W Jomson (2720 m.n.p.m.) znajduję się lotnisko dla całej doliny. Z powodu silnych wiatrów każdego popołudnia wiejących przez dolinę Kali Gandaki, loty do i z Pokhary odbywają się prawie wyłącznie tylko rano. Miejsce, wioska ta jest nietypowa dla Nepalu. Szeroka ulica biegnie środkiem wioski, a chaty po prawej i lewej stronie raczej oddają wrażenie jakbyśmy byli na dzikim zachodzie,a nie w Himalajach. Zatrzymujemy się w jednej z lokalnych lodgy. Kosztując się w rozkoszach cywilizacji nepalskiej – ciepły prysznic, zachodnie jedzenie, piwo, pranie ubrań, ciepły wieczór, spotkanie z innymi turystami. Zjadamy uroczystą kolację najadamy się do syta. Udajemy się do łóżek na należyty nam odpoczynek. Nocleg w pokojach dwuosobowych.

Dzień 16

Następnego ranka jest czas, żeby powiedzieć ostatecznie do widzenia górom. Po śniadaniu pakujemy się i wczesnym rankiem ruszamy z bagażami na lotnisko(a mamy lodge blisko pasa startowego). Na lotnisku kontrola osobista wygląda następująco, iż strażnik pyta się czy nie mamy noża albo zapalniczki przy sobie. Odpowiadając przecząco jesteśmy puszczani dalej. 20 minutowy lot z Jomson (2720 m.n.p.m.) do Pokhary (827 m.n.p.m.) poprzez dolinę rzeki Kali Gandaki jest niesamowitym przeżyciem. Lecimy pomiędzy dwoma ośmiotysięcznikami Annapurną (8091 m.n.p.m.) i Dhaulagiri (8167 m.n.p.m.). Fantastyczny lot z super widokami. Kiedy przychodzi nam do wybrania fotela po której stronie samolotu, nie będziemy mogli się zdecydować. Po lewej patrzymy na Annapurnę (8091 m.n.p.m.), Nilgiri (7091 m.n.p.m.) i Machapuchare (6993 m.n.p.m.), a po prawej stronie samolotu teraz z którego przyszliśmy wraz z Dhaulagiri (8167 m.n.p.m.). Po wylądowaniu w Pokharze (827 m.n.p.m.) . Wychodzimy z lotniska i z całym swoim bagażem przechodzimy na stację autobusową, żeby stamtąd łapać autobus powrotny do Katmandu. Trasa autobusu ta sama którą przyjechaliśmy w pierwsze dni wyprawy. Podróż zajmie nam 6-8 godzin, po drodze z przerwą na lunch. Do Katmandu docieramy późnym popołudniem. Wynajętymi taksówkami udajemy się do dzielnicy Thamel do naszego hotelu, gdzie w końcu mamy możliwość odpocząć. Wieczorem tylko spotykamy się na uroczystą kolację w Steakhouse i wyjście do baru. Nocleg w hotelu w Katmandu w pokojach dwuosobowych.

Dzień 17

Odwiedzamy wpisane na listę UNESCO świątynię Pashupatinath, jedną z największych świątyń hinduistycznych poświęconych bogu Sziwie na świecie. Następnie udajemy się do Bodhnath – największa stupa w Nepalu, jest jednym z najświętszych miejsc religijnych buddyzmu w Katmandu ,w Nepalu. Kolejnym wpisanym na listę UNESCO miejscem, które zobaczymy jest plac Durbar w Patanie, mieście składającym się na metropolię Katmandu. Dalej wybieramy się do kompleksu świątyń Swayambhunath, zwanego również „Świątynia Małp”. Charakterystycznego poprzez wszechobecne małpy oraz namalowane „oczy buddy”, symbolizujące wszechwidzącego Buddę, zjednoczenie oraz oświecenie poprzez nauki Buddy Po lunchu i uroczystym zakończeniu naszej wyprawy udajemy się z powrotem do hotelu się wykwaterować i taksówkami jedziemy na lotnisko w Katmandu łapać nasz samolot.

Dzień 18

Przylot do Polski.

Zawarte w cenie imprezy:

  • Lot Warszawa – Katmandu – Warszawa dla prowadzącego
  • Lot Jomsom – Pokhara turyści
  • Lot Jomsom – Pokhara przewodnik nepalski
  • Opłaty lotniskowe
  • Autobus Katmandu – Pokhara – Katmandu
  • Autobus Pokhara – Darbang – Sibang turyści + obsługa
  • Wiza nepalska
  • Transport(do/z lotniska oraz pomiędzy zabytkami)
  • Wyżywienie Katmandu, Pokhara (obiady, kolacje)
  • Noclegi w hotelach Katmandu
  • Nocleg w hotelu Pokhara
  • Wyżywienie na treku w lodgach (obiady,kolacje)
  • Zakup wyżywienia na teren gdzie nie ma lodgy dla każdego (liofilizaty)
  • Noclegi na trekkingu w lodgach, gdy nie ma lodgy w namiotach
  • Sprzęt wspólny-grupowy: namioty, gaz dla każdego
  • Pozwolenia TIMS na trekking
  • Pozwolenie na wejście do Annapurna Conservation Area
  • 1 przewodnik nepalski
  • Tragarzy (1 tragarz na 2 uczestników, 1 osoba może oddać max 13 kg bagażu)
  • Bilety wstępu do atrakcji w Katmandu
  • Zakup jedzenia i gazu dla tragarzy i przewodnika na akcję górską
  • Ubezpieczenie KL i NNW, ubezpieczenie amatorskie sporty
  • walkie talkie, GPS, pulsoksymetr, telefon satelitarny, ładowarka solarna

Nie wliczone w cenę:

  • Koszta śniadań na trekkingu
  • Własny ekwipunek
  • Dodatkowy tragarz (jakby ktoś potrzebował jeszcze)
  • Koszta alkoholu i napoi gazowanych
  • Koszta wody butelkowej
  • Napiwki